Lubię zapach starych, zwłaszcza gotyckich katedr. Tydzień temu postanowiłem zrobić sobie taką zapachową przyjemność i odwiedziłem słynną na świat cały Katedrę w Kolonii. Piękne stare mury, wewnątrz których myśli się odrobinę inaczej.

Wielu ludzi Kościoła twierdzi, iż dzisiaj wielkim zagrożeniem dla wiary jest zjawisko znikania sacrum z codziennego życia zwykłych ludzi. Purpurowe głowy oskarżają o panoszenie się profanum głównie ludzi odważnych i buntowniczych, którzy ośmielili się okazać niesubordynację wobec Rzymskiego Kościoła Katolickiego. Matki naszej przenajświętszej.

W ostatnim czasie winni wypierania sacrum na margines życia są podobno apostaci, którzy to na liście łotrów i złoczyńców zajęli miejsce agnostyków i ateistów. Cóż to jednak za bunt i odwaga, gdy nie ma czynnie i sprawnie działających trybunałów Świętej Inkwizycji? Cóż to za bunt i odwaga skoro nie jesteśmy państwem wyznaniowym? Choć przyznaję, że w tej kwestii mogę odrobinę się mylić. Może i jesteśmy! Diabli, być może, to wiedzą. Ale za nic te zaprzańce siarkowodorem zalatujące, gadać nie chcą. Więc pal to diabli!

Współcześnie, akt apostazji w krajach Europy Zachodniej i Środkowej jest jedynie śmiesznym wodotryskiem. Czemu niby ma służyć świadome, dobrowolne i publiczne wyrzeczenie się kontaktu z Kościołem skoro w głębi swych nieśmiertelnych dusz apostaci pod wpływem atawistycznego strachu przed potępieniem wiecznym nie dokonują porzucenia wiary. Atrofia ich mózgów sprawia, iż nadal wierzą w grzech pierworodny, niepokalane poczęcie, piekło i niebo. Nie chcą jedynie pośredników pomiędzy ich śmiertelnym tutaj i wiecznym tam. Wydaje im się, że wszechwładna hierarchia kościelna jest im w relacjach z Bogiem do niczego po prostu niepotrzebna. Co jednak będzie, jeśli okaże się, że Jego Świątobliwość jest rzeczywiście namiestnikiem Chrystusa na ziemi a sukienkowi panowie w koloratkach są jego ziemskimi urzędnikami? Co w tedy? Oj biada tym renegatom, biada!

Neofici mają równie przerąbane. Ich nadgorliwość i zarazem chwiejność światopoglądowa zasługuje na Ojcowski karcący klaps w gołą pupkę. Natomiast agnostycy a zwłaszcza ateiści zaproszeni zostaną do Pańskiego stołu, aby wypić po lufce gorzałki, zajarać zioło i pogadać o różnych sprawach. Także tych Boskich, widzianych tym razem z ludzkiej ułomnej perspektywy. Od tak dla hecy. Albowiem Ojciec, ten w niebiesiech, to przecież  figlarz nie lada. I co? I nic! I Tyle, a może, aż tyle, pożytku z tych biblijnych opowieści z mchu i paproci.

Osobiście martwi mnie odrobinę naiwność apostatów sądzących, iż papierową lub słowną deklaracją uwolnią się z upiornych kleszczy Kościoła. Wygląda na to, iż nie wiedzą, że zgodnie z doktryną Kościoła Katolickiego apostata wciąż pozostaje jego członkiem oraz katolikiem, gdyż decydujący o tym chrzest, w myśl zasady „Semel catholicus, semper catholicus”, jest nieusuwalny. Zasada ta jest bezprawiem i gwałtem czynionym człowiekowi przez Katolicyzm i Chrześcijaństwo, które są jak trudno uleczalna choroba dziedziczna. Naszych rodziców zarazili nasi dziadkowie. Nas nasi starzy. A my beztrosko zarażamy swoje pociechy. Tym śmiertelnie niebezpiecznym „wirusem” jest tak zwany chrzest święty.

Kościelni hipokryci w białych komżach symbolizujących czystość serca i ducha, nieświadomego niczego oseska podstępnie piętnują świętym sakramentem chrztu, lejąc mu na głowę wynalazek wszech czasów – wodę święconą, która wespół w zespół z Barankiem Bożym gładzi grzechy tego świata, i chroni przed herezją, czarnymi kotami, że o szamanach i czarownicach już nie wspomnę.

Gdy osesek dorośnie i w miarę samodzielnie zaczyna myśleć dostrzega, iż religia jest niczym innym jak pętami zarzucanymi na jego umysł. Umysł, który z samej swojej natury pragnie być wolnym od ułudy i iluzji. Ludzie Kościoła, chorobą wiary od lat najmłodszych porażeni, aby do uwolnienia umysłów owieczek swoich nie dopuścić, zabobon nazywając nauką a bezwzględne podporządkowanie się nieludzkiej doktrynie wolnością, pacyfikują za pomocą strachu przed piekłem i wiecznym potępieniem swoich ukochanych bliźnich. Głosząc tak zwane słowo Boże i naukę Jezusa Chrystusa oraz, co wygodniejsze poglądy świętych i papieży, swoją trzodę, pokolenie za pokoleniem, pędzą przez katolicką ścieżkę zdrowia usianą śmiesznymi sakramentami, i nazywają to wychowaniem w wierze lub wychowaniem ku świętości. Czynią to, co dyskusji najmniejszej nawet nie podlega, ku chwale Bożej i swojemu doczesnemu dobrobytowi.

Podziwiając po raz kolejny ogrom i wspaniałość wnętrza Kolońskiej Świątyni przyszła mi do głowy myśl, że aby paść Owieczki i Baranki Boże nie wystarczy bazować tylko na ludzkiej ignorancji. Trzeba być również nieuczciwym, okrutnym i gotowym do przelewu krwi. O czym purpuraci wiedzą doskonale.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że Duch nie spadł z nieba.

                                                                                                                                  Mirosław Rudziński – Gappa.

 

Zdjęcie pochodzi z unsplash.com