Bogini wojny.

„Dopóki moralności chrześcijańskiej nie traktuje się jako zbrodni                                                                  głównej przeciwko życiu, dopóty jej obrońcy mają łatwe zadanie”.

                                                                                                                   (Friedrich Nietzsche)

 

Religia nie jest ani piękna ani cudowna. Jak napisał przed laty pewien klasyk, „religia to opium dla ludu”.  Myśl ta, dość zabawnie została zilustrowana aferą Matki Boskiej Tęczowej.

Religijny fetysz udekorowany barwami tęczy tak rozgorączkował umysły ultra katolików, iż po ultra krótkim namyśle doszli do wniosku, że płazem zbrodni takiej puścić nie sposób. Pewien pobożny proboszcz, który na co dzień i od święta, ma stały kontakt z niebieską centralą, dostał cynę od św. Piotra, że Bóg Ojciec ma na głowie ważniejsze sprawy, niż tęczowa zbrodnia, w związku z czym, nie będzie miał czasu, ani ochoty na boską w tej sprawie interwencję, czyli cud!

Obrońcy godności Maryi Przenajświętszej, mając silne doznania religijne, doszli do wniosku, iż zdarzają się cudy nie tylko wielkie, jak chociażby zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, lecz bywają także cudy małe i te całkiem drobne. Zgubiłem klucze i postawiwszy szklankę do góry dnem, szczęśliwie je odnalazłem.

Maryjni apologeci pokrzepieni tą błyskotliwą myślą wysłali w bój z demonami ciemności dzielnego rycerza, jakim bez wątpienia, jest Joachim Brudziński. Odziały szybkiego reagowania, chyże jak boeing 747, ruszyły na łowy i pojmały o świcie, skrajnie niebezpiecznego wysłannika piekieł, przebranego dla niepoznaki za kruchą i Bogu ducha winną kobietę. Od zawsze przecież wiadomo, że gdzie diabeł nie może, albo mu się nie chce, tam babę pośle.

Tak się jakoś w faryzeuszowski sposób składa, że nie ma dowodów na istnienie Matki Jezusa. Nikt ich nie ma. Być może ma je pan Ziobro i chwat Brudziński. Tego nie wiem. Ale myślę, że jak chłopcy się zawezmą to, sędzia niechybnie mi o tym powie. Cokolwiek by jednak nie myśleć o istnieniu, lub nie, Świętej Madonny, na świecie całym i w najbliższych rejonach kosmosu, istnieje bez liku dowodów na wielbienie ścieżki życia, tej świętej osoby.

Jezuicki spryt, pozwolił łotrom w habitach, wykorzystać ludzką bezradność i potrzebę oparcia, dla swoich zbrodniczych celów. Natomiast kościelna żądza władzy z infantylnego zabobonu, okraszonego bezwstydnymi fałszerstwami, arbitralnymi interpretacjami, omamieniami i manipulacją, uczyniła niezawodny oręż, bezwzględnie wykorzystywany do świeckich i kościelnych grabieży i zbrodni.

Matek Boskich, świętym kultem objętych, mamy na świecie bez liku. Imionami swoimi, te Święte Damy, wypełniają bezbrzeżnie cały alfabet, od A do Z. Uwielbiane są One przez miliony wiernych baranków i owieczek, których liczba znacznie przekracza liczbę tych wszystkich szczęściarzy, którzy starannie kochają i nienagannie pożądają, matki o boskich kształtach. Matki z krwi i kości, w zwiewnych koszulkach, lub bez zbędnej bielizny, w świecie rzeczywistym po ziemi stąpające. Te piękne dusze i ciała, każdego dnia i nocy każdej, przepysznie kuszą śmiertelników rajskim zapachem i smakiem swoich boskich ciał, w balasku jak najbardziej ziemskiego światła świec, oświetlających zacisze grzesznej alkowy. Natomiast wizerunki, święte wizerunki, Matek Boskich Przenajświętszych, rozsiewają jedynie, przyznaję intrygujący, zapach starego werniksu i pleśni, korników i kołatek, pająków i ciem, że o duszącym zapachu kadzidła już nie wspomnę.

Różnica pomiędzy Matką Boską, a matką o boskim cele, jest zasadnicza. Gdy ukazuje się śmiertelnikowi, nie tylko płci męskiej, Matka Jezusa Chrystusa, zawsze, bez najmniejszego nawet wyjątku, zwiastuje nieszczęście. Karę za grzechy, te popełnione i te, o których nawet jej Synowi się jeszcze nie śniło. Ale jak twierdzą ziemscy urzędnicy Pana Boga, ta piękna, dobra Pani, zawsze dobrą nowinę, jedynie zwiastuje. Zazwyczaj, jest to pomór trzody, wściekłe choroby krów, ochwacenie koni, powszechny głód, nieziemski kataklizm, lub okrutna wojna, która wzniecona zostanie w imieniu jej Syna Jezusa i Boga Ojca, który tak nas ludzi ukochał, że z miłości tej, tuli nas śmiertelnych, swoim boskim miażdżącym uściskiem, do swojej boskiej, bezkresną miłością do stworzenia wszelkiego, wypełnionej piersi. Amen!

Z goła zupełnie inaczej mają się sprawy, gdy w snach, w pijackiej malignie lub na jawie, zwłaszcza na jawie, pojawia się postać matki o boskich kształtach. Tak pysznych, że chce się jej palce lizać i nie tylko palce. I jakby tego było jeszcze mało, zjawa ta, ma zazwyczaj świetlistą i bezpruderyjną duszę.

Nasz boski rodak Jan Paweł II, największy mąż z pośród mężnych samców chodzących po ziemi, kult Maryi doprowadził do kosmicznego wręcz absurdu. Zdołał milionom istnień bożych wmówić, że zjawisko wielbienia Maryjnych fetyszy, jest zupełnie apolityczne. Jest jedynie wzmożeniem pobożności. Niestety, to kłamliwa, przez co niezwykle niebezpieczna bzdura.

Ale, w tym Kościele, nie ma rzeczy apolitycznych. A już na pewno, apolityczną nie jest Maryja. Zanim jednak jakiś fundamentalista katolik, pozwie mnie do sądu o obrazę uczuć religijnych przypomnę w kilku słowach, kim była Maryja.

Karlheinz Deschner w swoim eseju zatytułowanym „Mordowanie w imieniu Maryi” pisze: …W całym Nowym Testamencie mówi się o niej bez szczególnej czci. Paweł najstarszy pisarz chrześcijański, wspomina o niej równie mało, jak najstarszy ewangelista. Ale ignorują tą postać także Ewangelia św. Jana, List do Hebrajczyków, Dzieje Apostolskie. I sam Jezus, w Piśmie występujący z siedmiorgiem rodzeństwa i jako „pierwszy syn” Maryi, przemilcza swe narodziny z dziewicy. Nigdy nie nazywa ją matką, a ona widzi w nim szaleńca…” 

Ciekawą sprawą jest także i to, na co bardzo wyraźnie Deschner zwraca uwagę, że: „…Żaden ojciec kościoła z przed III wieku nie wie nic o jej wiecznym dziewictwie, żaden z przed VI wieku nie wspomina o Wniebowzięciu. Co więcej zdogmatyzowana później wiara w Niepokalane Poczęcie była przez największych świętych: Bernarda, Bonawenturę, Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu i innych, którzy powoływali się na Augustyna, zwalczana, jako zabobon…”.

Zadziwiającym jest, iż tak wielkie uwielbienie dla postaci Maryi szerzy się pośród kobiet. Myślę, że czcicielki Maryi nie mają pojęcia, albowiem nie znają historii swojej Religi, że Maryja nie była obrończynią kobiet. Symbolem kobiety, czczonej przez Boga jako Matka.

Jak podkreśla Deschner: „…Przeciwnie! Karykaturą kobiety. Jest to istota wniebowzięta za życia cielesnego, „niepokalana” pożądaniem, bez skazy, czysta, triumfująca nad swoimi zmysłami, dziewica ante partum, in partu, post partum, pełna glorii antagonistka Ewy, grzesznicy, winnej, partnerki węża i fallusa. Im bardziej w bogobojnym średniowieczu rozkwita kult Madonny, im bardziej roi się od pieśni, kazań kościołów, bractw na jej cześć, tym częściej jest poniżana, upokarzana, ujarzmiana – kobieta. Kobieta ma nie wiele praw, jako menstruująca i ciężarna uchodzi za istotę nieczystą, jakby kalał ją też poród, a nierzadko i kopulacja.

Uchodzi za „stale otwartą bramę piekieł”, gdy tymczasem Maryja, „służebnica Boga”, a więc kapłanka, awansuje do miana „bramy niebios”. Tu wywyższenie ponad wszelka marę, tam nieomal bezgraniczne poniżenie, którego kulminacją stało się spalenie setek tysięcy czarownic…”.

Matka Boska to mityczna postać w imię, której wymordowano na przestrzeni wieków miliony niewinnych ludzi. Palono, grabiono, poddawano okrutnym torturom.

Całe średniowiecze to epoka rozkwitu miłości do Maryi i ohydnych rzezi w jej imieniu. Przez wieki imię Maryi rozbrzmiewało w bojowych okrzykach chrześcijan.

Kochani wierni w Chrystusie i wielbiciele jego Matki, przypomnijcie sobie słowa pieśni: „O dobra, łagodna, słodka Panno Maryjo…”, którą śpiewali krzyżowcy przed wyruszeniem na okrutne rzezie do Ziemi Świętej.  Zapewne wszyscy ci, którzy uczęszczali karnie na lekcje religii, usłyszeli od swoich katechetów, że w dawnych wiekach przy pasowaniu na rycerza otrzymywało się poświęcony miecz, wręczany ze słowami: „Na chwałę Boga i Maryi przyjmij ten miecz i żadnego innego”.

Porażająca prawdą jest, że przez całe wieki od średniowiecza, aż po wiek XX na wszystkich polach bitew rozbrzmiewało imię Maryi zwycięskiej i nad wrogami triumfującej. O bestialstwie czynionym w imieniu Maryi napisano tysiące stron. I co z tego wynika? Nie wiele. Prawda? Współcześni religijni apologeci, tej w całości zmyślonej postaci literackiej, kraczą lub kwaczą o jej miłosierdziu. Koronują ją na Królową Polski zapominając przy tym, lub z goła nie wiedząc, o takich wydarzeniach jak chociażby o grabieżczej inwazji Mussoliniego na Abisynię, po której Włosi przysyłali widokówki ukazujące ugwieżdżoną Madonnę z Dzieciątkiem pod wieżą spowitego dymem z dział czołgu, który atakowali z boku żołnierze.

Niemożliwym jest, aby każdy, kto zdał maturę nie wiedział, że patronką lotników Mussoliniego była Święta Matka Boska z Loreto. Jestem głęboko przekonany, że każdy absolwent seminarium wie, że jednym z największych zwycięstw w XX wieku Maryi, była Hiszpańska wojna domowa.

Inne ważne wydarzenia, w których Maryja zwyciężyła to: Stalingrad! W święto Matki Boskiej Gromnicznej. Jak Pisze Deschner: „Matka Boska zwycięża w sojuszu z Armią Czerwoną! A dalej: wyzwolenie Tunisu i Afryki Północnej w święto Fatimy. Kapitulacja Włoch, kraju pochodzenia papieża w Święto Narodzin Maryi. To tylko kilka przykładów Victorii Maryi.

Zwycięstw Maryi jest tyle ile było wojen, krucjat, pogromów i okrutnych rzezi. Jak pisze Deschner: „Na pamiątkę najkrwawszych orgii bitewnych w naszych dziejach obszar Europy pokrywają kościoły pod wezwaniem Maryi Zwycięskiej: od Santa Maria de Victoria pod Fatimą, poprzez Maria de Victoria w Ingolstadt, kościół Zwycięstwa Maryi w Wiedniu, Kościół „Maryi Zwycięskiej” pod Białą Górą koło Pragi, aż po kościół Maria Della Victoria w Rzymie…”.

Krótko mówiąc, cała pobożna historia zachodu to ciąg okrutnych, ale jakże cudownych maryjnych zwycięstw.

Dzisiaj również są środowiska i ludzie, którzy gotowi są sięgać po przemoc w obronie Kościoła, kleru i religijnych fetyszy.  Hierarchia kościelna, celebryci polityczni tacy jak Kaczyński, Brudziński, Jaki, Szydło, Sobecka, Ziobro, Czarnecki, Cymański, że wymienię tylko najznamienitszych przedstawicieli narodu PIS, swoim bezrozumem niezwykle celnie sytuują swoje persony pośród największych łotrów w historii filozofii chrześcijańskiej, która ich zdaniem jest kamieniem węgielnym w murowanym w fundamenty cywilizacji europejskiej. No cóż, jaki kamień taka cywilizacja.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że kiedyś zwykły lud pojmie, że źródłem wszelkiego zła nie jest ksiądz pedofil, kuria, czy Watykan, lecz religia, bo to ona rodzi te demony.

                                                                                                                Mirosław Rudziński – Gappa