Herezja czyli wybór.

Samo słowo herezja było znane na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa – rozumiano przez nie odrębną sektę religijną albo szkołę filozoficzną. Moja przyjaciółka, która jest niekwestionowaną Czarownicą, w trakcie naszych długich rozmów o istocie wszechrzeczy, zainspirowała mnie do napisania kilku słów o drastycznym kontraście, jaki występuje pomiędzy ideałem a rzeczywistością.

Każdy z nas ma chwile słabości, gdy to nasze istnienie, w tu i w teraz, rodzi w naszych, podobno nieśmiertelnych Duszach, niepokój, ból i cierpienie. Wielu z nas, albo i każdy zadaje sobie wówczas pytanie, czy Bóg i religia lub wiara w jakiś inny absolut i wieczną, nieśmiertelną świadomość, może być wyjaśnieniem czegokolwiek.

Ponieważ żyjemy od wiek, wieków w obrębie okrutnej kultury chrześcijańskiej oraz wiary w Jezusa Chrystusa i jego jedyny powszechny, apostolski Kościół Katolicki, jesteśmy od narodzin siłą zmuszani do respektowania i przestrzegania tak zwanych wartości chrześcijańskich. Wmawia się nam już od kołyski, że musi tak być, bo to nas, jako jednostki i społeczeństwo, które tworzymy, uchronieni od grzechu śmiertelnego i wiecznego potępienia.

Od lat wielu zastanawiam się, z jakich to powodów chrześcijanie a szczególnie katolicy, unikają głębszej analizy historycznej swojej Religi i historii swojego Kościoła. Dlaczego akceptują tak zwane przywództwo duchowe – morderców w habitach? Ich wiara w to, że Kościół Katolicki jak też i inne kościoły chrześcijańskie, to wspólnoty pod względem etycznym nieomal nieskazitelne a ludzie kościoła, a zwłaszcza jego hierarchia z Papieżem na czele, to wzorce człowieczeństwa – jest kompletnie irracjonalna i zaświadcza jedynie o swoistej atrofii ich mózgów.

Ponieważ żyję w wolnym kraju, w którym konstytucyjnie mam zagwarantowaną wolność słowa, oraz neutralność światopoglądową Państwa, w którym to państwie religia podobno nie jest narzędziem władzy, o ile oczywiście Jarosław Kaczyński nie ustali ustami swoich totumfackich parlamentarzystów inaczej, pozwolę sobie na wyrażenie opinii zupełnie odmiennej od tej, która powszechnie jest głoszona.

Otóż Bóg, ta najbardziej mroczna i okrutna postać literacka, nie istnieje i nie jest źródłem wszech rzeczy.

Zapewne zdecydowana większość ludzi wierzących nie podzieli w tej kwestii mojego przekonania i będzie uparcie i wbrew naukowym faktom trwać w przekonaniu o tym, że Bóg jednak mieszka w jakimś tam niebie i jest bytem, na co dzień i od święta, rzeczywiście urzędującym. Kwestionowanie istnienia Boga, a zwłaszcza nauki Kościoła w kwestii etyki i wiary, jest przez wielu uważane za zuchwałe, surowej kary wręcz godne – bluźnierstwo. Wierni, są święcie przekonani o słuszności swojej tezy dlatego, że  tą jedyną „Prawdę” – prawdziwą, bo objawioną, bardzo pokrętnie tłumaczy wiernym teologia. Nie wiedzieć, czemu, przez wielu, nawet nieźle wykształconych ludzi, lekkomyślnie uważa za naukę.

Ciekawe jest to, iż cechą charakterystyczną chrześcijaństwa, zwłaszcza chrześcijaństwa kościelnego była i nadal jest pogarda dla osiągnięć nauki i prawd z niej wypływających. Natura, aby zapanować nad zbiorowiskami ludności pierwotnej i zapewnić wspólnotom pierwotnym społeczną spójność posłużyła się bardzo prostym środkiem. Wyposażyła człowieka w bardzo pożyteczne instynkty samozachowawcze. Podobnie zresztą jak uczyniła to, wobec mrowiska, czy też ula. Z jedną jednak różnicą. Otóż owady żyją jedynie dla wspólnoty, o czym, znając burzliwą historię życia pszczółki Mai, wiedzą nawet przedszkolaki. Natomiast owadzi instynkt społeczny jest jedynie instynktem posłuszeństwa wobec owadziej rodziny, czego żaden najbardziej nawet odporny na naukę gimnazjalista nie zaneguje. W przeciwieństwie do wielu, wybitnych nawet, szamanów, kaznodziei i teologów.

Zupełnie inaczej w tej kwestii potoczyły się losy kręgowców, w tym homo sapiens. Otóż w ich przypadku ewolucja obrała kierunek nie rozwoju instynktu, lecz rozkwitu intelektu. Czego wielu szamanów, kaznodziei i teologów pojąć do dzisiaj nie jest zdolna.  Inteligencja pozwoliła jednostce tworzyć i poprzez tą twórczość rozwijać się społecznie. Jednakże bardzo szybko okazało się, że inteligencja, miast tylko samego instynktu, to przekleństwo. Zwłaszcza dla szamanów kaznodziei i teologów. Inteligentne jednostki obdarzone refleksją zwracają się zazwyczaj ku sobie i nie obchodzi ich specjalnie los gatunku. Chcą żyć przyjemnie i dla siebie. Taka postawa jest niezwykle groźna i stwarza bardzo realne zagrożenie nie tylko dla dyscypliny społecznej, ale także a może przede wszystkim dla zawodowej egzystencji szamanów, kaznodziei i teologów. Gdyby większość jednostek zaczęła podążać w tym kierunku doszłoby niechybnie do społecznej katastrofy i co gorsze do utraty intratnego zajęcia dla większości szamanów, kaznodziei i teologów.

Społeczeństwo, aby mogło się rozwijać musi najpierw przetrwać. Dlatego też Natura, Matka nasz ukochana, w procesie ewolucji, którego nie uznaje zdecydowana większość szamanów, kaznodziei i teologów, zadbała oto, aby powstrzymać inteligencję doradzającą jednostce zgubny egoizm i stworzyła w mózgu lub duszy człowieka, jak kto woli, nadnaturalnego opiekuna, który broni, grozi i w końcu za niesubordynację bezwzględnie i okrutnie karze.

Tą naturalną skłonność od tworzenia iluzji, wszelkiej maści szamani, kaznodzieje i teologowie od wiek wieków wykorzystują w jednym tylko celu – aby owieczki swoje strzyc, rządzić nimi i kosztem ich łatwo się bogacić. Tak zwane chrześcijaństwo kościelne od starożytności, aż po dzień dzisiejszy, niesie w sobie i z sobą czynnik niezmiennej obłudy, którą to obłudę szamani, kaznodzieje i teologowie nazywają Prawdą Objawioną.

Kościoły chrześcijańskie i nie tylko, bardzo często powołują się na tak zwane prawo naturalne. I nie chodzi im tutaj jak sądzę o atmosferę, jaka panuje w stawie, czy też o harmonię współżycia w źle skomponowanym akwarium, lecz o odwieczne zwyczaje, oparte na fałszywym sądzie o nieśmiertelnej duszy danej człowiekowi przez Boga i na jego, Boga polecenie, oddanej pod bezwzględną opiekę szamanom, kaznodziejom i teologom. Zwyczaje te z biegiem czasu, ze względu na niesioną z sobą korzyść dla władzy i duchowieństwa oraz szamanów, kaznodziei i teologów, stały się obowiązującym prawem.

Fundamentalnym pytaniem jest – kto tak naprawdę z tych praw ustanowionych odwiecznym zwyczajem korzysta. Otóż pomimo złożoności problemu dopowiedz jest w zasadzie dość prosta. Kościoły wszelkie. Kościół Katolicki na tej liście zajmuję bezapelacyjnie pierwsze miejsce.

Pielęgnując od wiek wieków, jedynie na mocy tradycji i to w dodatku mrocznej tradycji, wyobrażenia o Bogu, świecie i człowieku, Kościół Katolicki uzurpuje sobie prawo do twierdzenia, iż otaczający nas świat, mimo silnych przeciwnych dowodów, bez odwoływania się do Boga i Duszy nieśmiertelnej, nie ma sensu i w zasadzie nie powinien istnieć.

Być może znajdą się pośród czytelników tego felietonu tacy, którzy z pewną nieśmiałością pomyślą, iż opinia powyższa jest przejawem choroby psychicznej. Otóż tych wszystkich, którzy tak sobie wykoncypują muszę rozczarować. Albowiem jak twierdzi Robert Maynard Prisig amerykański pisarz i filozof, autor niezwykle interesującej książki zatytułowanej „Zen i sztuka oporządzania motocykla”, – „Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia nazywa się to Religią”.

Jednakże zdaniem wielu Świętych Mężów, szamanów, kaznodziei i teologów, gdyby nie Bóg, nie było by dobra ani miłości, tylko beznadziejne cierpienie, strach i bezdenna wieczna ciemność. Jestem głęboko przekonany, że pogląd Świętych Mężów, szamanów, kaznodziei i teologów, choć bardzo powszechny jest pozbawiony racjonalnych podstaw. Co więcej jest zupełnie bezzasadny. Zachęcam, zatem do dyskusji. Kto wie, może w trakcie wymiany poglądów niektórzy z czytelników i niektóre z czytelniczek porzucą zgubny religijny nałóg.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że nauka działa. Samoloty latają. Natomiast latające dywany i miotły nie.

Mirosław Rudziński – Gappa

 Zdjęcie pochodzi z unsplash.com