Nowotworki

Gdziekolwiek człowiek się obróci, atakują go substancje rakotwórcze. Tak twierdzi, w swojej przewrotnej, pseudo autobiograficznej powieści o znamiennym tytule – „Zaułek łgarza”, Robert McLiam Wilson.

Wilson, stawia niezwykle istotne pytanie, czy mamy, choć cień szansy, aby wygrać z tym draniem jakim, jest rak. Twierdzi, iż rak to, śmiertelnie niebezpieczny i nad wyraz surowy mistrz. Konkluduje, że rak, go przeraża i jednocześnie fascynuje. Autor wyznaje, iż szczerze go podziwia, choć rak to – kanalia. Ten potwór, nie jest podobny do innych chorób. Nie przestrzega zaleceń lekarza. Parszywie oszukuje.

Zwykłe komórki ciała, są zdyscyplinowane, jak nieomal Szwedzi, są demokratycznie podporządkowane biurokracji organizmu. Natomiast komórki nowotworowe to, anarchiści to, wandale. Bojówkarze organizacji przestępczej, której na imię – RAK. Nikt, tak naprawdę nie wie, jak zwalczać tych mikroskopijnych terrorystów. Od zawsze pozostaje zagadką, dlaczego tak gwałtownie nienawidzą życia. To, śmiertelnie groźni partyzanci. Nieubłagani i prawie zawsze zwycięzcy. Postawili nas, ludzi, pod ścianą. Trzymają nas na muszce. Być może ktoś zapyta, dlaczego o tym piszę. Otóż, czynię to dlatego, iż bardzo podobnie, postępuje z nami, polskim społeczeństwem – PIS. PIS to, bez wątpienia, rakowa organizacja przestępcza.

Wszystkie totalitarne reżimy miały swoje hymny. Nasz PIS, hymnu takiego jeszcze nie ma. Myślę, że najwyższa pora, aby ogłosić ogólnonarodowy konkurs na tekst i muzykę, takiej narodowej pieśni.

Prawda Press, zainspirowana myślą Roberta McLiama Wilsona, proponuje taką oto treść hymnu PIS. Jest to, parafraza pieśni, ostrzyżonych na zero, komórek nowotworowych:

Hejże, naprzód dalej pany, z cmentarnej ulicy miejsca tutaj załatwiamy. Tacy to, z nas zawodnicy. Hej ho, hej ho! Naświetlania – kaszka z mlekiem. Chemia,  gładko po nas spływa, a my wciąż i nieustanni z człowiekiem się zmagamy. Banda nasza dokuczliwa, co tam zawał, mózgu udar. Mór smrodliwy, lub Alzheimer dokuczliwy. Sztandar nasz powiewa dumnie, wdzięczni nam są łowcy skór. Gdy ofiary krwią się krztuszą, ciała ich chwytamy w mig. Zajmujemy się też duszą, z nami wszak nie przetrwa nikt”.

                                         W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, iż obywatele, którzy nie chcąc pielęgnować pisowskiego raka, uruchomią w swoich mózgach, przy urnach wyborczych, instynkt samozachowawczy.

                                                                                                                      Mirosław Rudziński – Gappa.