List otwarty do Rady Miasta Kłodzka

 

Członkowie naszej redakcji, którzy za kołnierz nie wylewają, o czym doskonale wiedzą obywatele i obywatelki ze zbioru zwanego „każdy”, który to zbiór, jest podzbiorem zbioru o niebezpiecznej nazwie „wszyscy”, zwracają się do przedstawicieli Kłodzkiego Suwerena z apelem, aby w najbliższym możliwym czasie, pochylili się z uwagą nad problemem sprzedaży i spożywania wyrobów alkoholowych w miejscach zagrożonych pobytem dzieci i młodzieży, a także staruszków, którzy zazwyczaj już nie mogą, ale bardzo by jeszcze chcieli spożyć coś wyskokowego.

Będąc smakoszami napojów oprocentowanych, najlepiej wysoko, jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami niektórych nader nie życiowych i szkodliwych społecznie zapisów zawartych w Ustawie o Wychowaniu w Trzeźwości, albowiem życie na trzeźwo w kraju okupowanym przez PIS jest niezwykle trudne do zniesienia.

Niemniej jednak, będąc beznadziejnymi legalistami, musimy zapytać naszych Radnych, czy ich zdaniem istnieją wyjątki od zapisów rzeczonej ustawy, które zezwalają, Radnym właśnie, na niestosowanie się do litery prawa w materii swobodnego propagowania, zwłaszcza pośród dzieci i młodzieży, a także babć i dziadków, pod których opieką dziatwa przebywa, kultury picia – bynajmniej nie mleka.

Musimy w tym miejscu stanowczo jednak zaznaczyć, iż nic nas nie obchodzi, czy indoktrynowane pacholęta ulegną zgubnemu nałogowi łykania wyrobów spirytusowych, a ich sędziwych opiekunów położy trupem zawał serca, prostata, czy marskość wątroby.

Te dramatyczne słowa podyktowane są naszą głęboką, jak beczka piwa, troską o reputację Rady Miasta Kłodzka. Otóż jeden z nietuzinkowych Radnych, przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej, Ochrony Środowiska i Ładu Przestrzennego, pan Zbigniew Nowak, jest szczęśliwym właścicielem niewielkiego sklepiku zlokalizowanego przy ulicy Spółdzielczej 40. Ta handlowa placówka czynna od świtu, aż po zmierzch, w piątek, świątek i o zgrozo, w świętą niedzielę również, oprócz chleba naszego powszedniego i pysznego kefiru na kaca, oferuje zarówno młodym jak i starym organizmom w drodze do szkoły i kościoła, złoty boski napój zwany potocznie piwem. I nie byłoby w tym nic gorszącego, gdyby nie to, że przed kilku laty władze Spółdzielni Mieszkaniowej, wybudowały na wprost sklepiku pana Zbyszka w odległości zaledwie dwudziestu dużych kroków dorosłego mężczyzny, ogródek jordanowski dla rozwrzeszczanych milusińskich. Piłując niemiłosiernie urocze buźki i ćwicząc naukę czytania na treści sklepowej reklamy, na której widnieją dwie piękne flasze piwa o legendarnej nazwie „Piast”, niesforna ta czereda spogląda łakomie jak klienci, zwłaszcza w upalne letnie popołudnia, z błogim wyrazem twarzy dźwigają flaszencje wypełnione pysznym złotym płynem. Progenitura, roniąc łzę na niewinne jeszcze policzki, liczy ukradkiem na paluszkach za ile lat dostąpi podobnego przywileju. Liczy i z pragnienia smutno łyka gorzkie łzy.

Nasz list nie jest skierowany przeciwko życiowym interesom pana sklepikarza Zbyszka. O nie!!! My jedynie nieśmiało pytamy, czy zwykły obywatel może, podobnie jak pan radny Zbyszek, wbrew prawu postępować. Jeśli tak, jeśli może, to przysięgamy się na wszystko, co jest nam święte, że nie będziemy ubiegać się w najbliższych wyborach o mandaty radnych, a za pieniążki skwapliwie od lat czterech odkładane na kampanię wyborczą, zbudujemy sobie na trawniku – mini browar.

Ponieważ list ów, jak sam jego tytuł wskazuje, jest otwarty, zostanie zatem, podobnie jak odpowiedz Rady, rozesłany do kilku starannie wybranych ośrodków masowego rażenia dobrym słowem, a także, do państwowych placówek prawnego przymusu obywateli.

W imieniu sygnatariuszy – Mirosław Rudziński – Gappa