Narcyz sfrustrowany

Zbigniew Ziobro, to człowiek dobry, choć o bardzo mrocznej bezksiężycowej duszy. To Istota, było nie było, ludzka przecież, która poprzez splot pechowych okoliczności zabłąkała się gdzieś dramatycznie we własnej głowie. Ten, uroczy urzędnik państwowy o ujmującej męskiej urodzie, w oczach którego płonie niepojęte szaleństwo, grożące poniżeniem sprawiedliwości i uczynienie zeń karykatury, ów bezkompromisowy prokurator generalny i prometejski minister od pisowskiej sprawiedliwości w jednym, którego umysł trawi samozwańcza inteligencja, będąca forpocztą partyjnych klakierów, przypomina mi białego szczura drażniącego się z szarą myszą – premierem RP Mateuszem Morawiecki.

Nasz religijny premier, zapewne namiętnie uczestniczący w spotkaniach uświęconych mistycznym uniesieniem religijnych kanibali, którzy ze smakiem spożywają krew i ciało swojego nieistniejącego Boga to, zastraszony i skrajnie zdezorientowany polityk i człowiek,  zamknięty w skorupie pisowskiej utopi o czym świadczy barwa jego twarzy przybierająca często, zapewne ze strachu, kolor szarego błota. Wygląda wówczas tak, jakby koń mu się potknął a on wylądował tyłkiem w gąszczu pokrzyw i ostów. To człowiek, z dnia na dzień,  popadający w coraz większą psychiczną i fizyczną ruinę. Jest ofiarą starczej ironii Kaczyńskiego i wyrafinowanej bolszewickiej przebiegłości Ziobry.

Obserwując bacznie wystąpienia pana Premiera Morawieckiego, mimo, iż nie mam pojęcia o naukach medycznych, dostrzegam u niego bardzo poważne symptomy ciężkiej, zdaje się, że w jego przypadku, nieuleczalnej choroby. Jest klinicznym przykładem narcyza, który na domiar złego w genach ma zakodowane intencjonalne kłamstwo.

Premier Najjaśniejszej RP, należy do bardzo licznego grona polityków polskich, cierpiących na chorobę morską na lądzie. To heros ochoczo deklarujący osobiste rozwiązanie najtrudniejszych nawet problemów, po to jedynie, aby zaraz, zachwalę zwalić je na barki innych.

Morawiecki, to człowiek bez pamięci w sobie zakochany. Ta jego miłość własna może wynikać z relacji, pomiędzy nim a jego zacnym ojcem. Tata Mateusza, podziemny celebryta PRL-u, intelektualna gwiazda niepodległościowych salonów musiał, jako kochający i dumny z faktu, że ma syna ojciec, nieustannie chwalić i podziwiać swoją piękną latorośl. Stąd zapewne bierze się schorzenie Mateusza, które sprawia, że jest arogancki, skrajnie egocentryczny i ma tendencję do poniżania i pogardy oraz kliniczne skłonności do obwiniania innych za swoje problemy. I jakby tego było jeszcze mało, bywa skrajnie zazdrosny, co sprawia, iż wielką, chorobliwą wręcz przyjemność, czerpie z manipulowanie ludźmi. Mateusz Morawiecki, to powikłana osobowość i bardzo ciemna dusza, która jest głęboko przekonana o swojej wyjątkowości i niepowtarzalności. Dlatego też, wysmukłe ciało Mateusza, każdym, najmniejszym nawet gestem, wymaga od nich, aby traktowano je w sposób uprzywilejowany.

Ale nie narcyzm, jest najgorszą jego wadą. W końcu to choroba. Dopadło go, coś znacznie gorszego, a mianowicie podejrzane uczulenie mózgu, które sprawia, że zachowuje się jak furman, który przeputał wóz, całą forsę i wrócił do domu jedynie z batem i paniczną myślą, co powie żonie.

Trapią go euforyczne urojenia a jego wysoce wykształcony umysł podsuwa mu, co czas jakiś myśl, że jest współczesnym Niccolo Machiavellim i tak, jak on, nie musi mówić prawdy. Dla przyjemności kłamania Mateusz Morawiecki, jest gotów zszargać swoje dobre imię, nie odczuwając przy tym obawy przed historycznym splugawieniem. Jak mówił Pascal: „Można zapewne mówić rzeczy fałszywe, uważając je za prawdę, ale cechą kłamcy, jest to, że kłamie intencjonalnie”.

Pan Premier Morawiecki, jest człowiekiem wykształconym i doskonale wie, czym, jest intencjonalne kłamstwo. Ale wie również i to, „że kłamstwo zdąży obiec pół świata zanim prawda włoży buty”. Dlatego, bez mrugnięcia okiem programowo i wzorcowo kłamie.

Kłamstwa mają swoje kolory. Jest kłamstwo białe, żółte i błękitne. Jest także, jak pisze w swojej książce „Prawda, krótka historia wciskania kitu”, Tom Philips, kłamstwo czerwone. Jest, to kłamstwo mówione bez zamiaru oszukania. Kłamca wie, że kłamie, co więcej, wie że słuchacze wiedzą, że on kłamie. Ale nasz Premier, ma to gdzieś i nieustająco, jak z nut – koncertowo łże.

Głupota dla demokracji, jest w skutkach fatalna. Pomysł PIS na reformę ustroju może sprawić, iż najbliższe wybory zwyrodnieją w anarchię, która definitywnie na bardzo długi czas przynieść może kres demokratycznych rządów w naszym kraju.

Niestety, głupota w demokracji, zarówno rządzących, jak i opozycji, może sprawić, że ktoś, na przykład taki Ziobro i jego prokuratorski aparat represji, opanuje bez reszty centrum władzy i doprowadzi do zwyrodnienia porządku, sprowadzając go do przytaczającej dyktatury. Nadmiar idiotyzmu rządzących doprowadzi do szaleństwa – niedostatek, który będzie skutkiem tego szaleństwa – do ogłupienia większości obywateli i narodowej katastrofy.

W niezmiennie najpiękniejsze myśli o tym, że jeżeli Matka Boska, nam Polakom  nie pomoże to, czort jeden wie, co się z nami stanie.

Mirosław Rudziński – Gappa