Pan Michał Mózgowicz, czyli o skutkach miłości w czasach zarazy.

Przed wielu laty Witkacy, w swoim dramacie „Tumor Mózgowicz” napisał: „Samo się nie myśli tak, jak samo grzmi i samo się błyska…”

Wiadomo, podobno od zawsze, na co Witkacy zwracał szczególną uwagę, że gdy punkt głupoty i hipokryzji rozpręży się w przestrzeń, to wcześniej lub później, przestrzeń ta klapnie, jak przekłuty balon.

Tumor, był geniuszem. Nasz Burmistrz, bez cienia wątpliwości, geniuszem czasami bywa. Dowodem na poparcie tej tezy, jest bardzo śmiały eksperyment administracyjny polegający na tym, iż w czasie tegorocznej kanikuły i panującej zarazy, Michał wraz ze swoją najbliższą przyjaciółką, udał się na zasłużony urlop. Co więcej, w tym samym czasie rzeczywistym, spuścił z ratuszowej smyczy na pieriedyszkę wszystkich najważniejszych miejskich urzędników, pozostawiając miasto bez intelektualnego i politycznego nadzoru. Co, było z nadzorem duchowym, do dziś dnia nic pewnego wiadomo.

Ratuszowi wrogowie Pana Michała, ale tylko ci, którzy nic a nic, ze sztuki Owidiusza nie kumają, twierdzą, parskając przy tym jadowitą żółcią, iż Burmistrz postąpił tak nierozważnie dlatego, że od dłuższego już czasu, jest pod wpływem kobiety, będącej jego uczuciowym sztormem, który wywołuje nieracjonalne falowanie jego szarych komórek. Michał, o czym może nie wszyscy obywatele i obywatelki, zwłaszcza obywatelki wiedzą, jest arcymistrzem w postrzeganiu piękna nieokiełznanej przez co, fascynującej – kobiecej natury.

Wieść gminna niesie, że do chwili, w której spadla na niego, jak grom z jasnego nieba miłość do, B.B. (proszę nie mylić z Brigitte Bardot, ona zestarzała się brzydko, a nasza B.B starzeje się pięknie – w stylu Femme fatale) to, gdy tylko nadarzała mu się okazja pozostawiał rogi podobnie, jak powszechnie znany zawodowy radny Dy, w każdej po cichu odwiedzanej alkowie. Ale, drodzy czytelnicy, to nie może być prawda. To zapewne, tylko paskudne plotki mniej przystojnych zazdrośników.

Ja, pana Michała doskonale rozumiem. Sam, już miałem cztery żony i z każdą dawano jestem rozwiedziony a wciąż lubię kobiety. Nie istnieje, bowiem na świecie nic bardziej realistycznego, niż łóżko. Nie ma nic piękniejszego i bardziej ekscytującego od chwili, w której po kryjomu wślizgujemy się pod nie swoją kołdrę, w nie swoim łóżku, przytulając głowę do obcych, narkotycznie pachnących piersi. Czyż nie?

W przeciwieństwie do Florentino i Feminy, bohaterów powieści Garcii Márqueza, „Miłość w czasach zarazy”, nasi miejscy bohaterowie Bogumiła i Michał są szczęściarzami. Dobry los i łut szczęścia sprawił, iż mimo życiowych trudności, jest im w końcu dane, tu i teraz, w naszym mieście, na oczach mieszkańców, których czaszki wypełnione są po sam czubek dobrocią i zrozumieniem, dopełnić tego anielskiego uczucia. Ratuszowi bluźniercy aby zohydzić bliźnim ten piękny urzędniczy romans rozsiewają plotki, iż pani B.B. często bywa nad Burmistrzem, sugerując haniebnie, iż chodzi tutaj o jakąś gimnastyczną figurę rodem z Kamasutry. Twierdzenie to, jest niewybaczalną logiczną pomyłką. Otóż, pani B.B. być może bywa czasami nadburmistrzem ale nigdy nad Burmistrzem a to przecież wielka różnica.

Miłość bywa często inspiracją do czynienia dobra. Jednakże, równie często miłosne fluidy w sposób dramatyczny potrafią zmącić nawet bardzo silne umysły. Ciało i serce naszego Michała, nigdy jeszcze nie były tak przepełnione różnymi rodzajami miłości i empatii, jak w ostatnich miesiącach. Pod wpływem pięknej kobiety, która niestety, czego szczerze żałuję, nie jest Margot Michaiła Bułhakowa, osierocił na kilkanaście dni nasze ukochane miasto. Trauma ta w naszych osłabionych cowidową zarazą umysłach, urodziła obrazoburczą myśl – czy kłodzcy podatnicy powinni wydawać pieniądze na zatrudnianie zbędnych urzędników, których nieobecność nic nie znaczy i niczemu nie szkodzi. Natomiast, z ich obecnością w Ratuszu, jest już – niestety, znacznie gorzej.

To ludzie, który są głęboko przekonani, że znają się na zegarku. Myślą, że potrafią odczytać godzinę, ale często, zbyt często, mylą im się wskazówki. Gdy przyglądam się Burmistrzowi i jego niektórym współpracownikom, to ogarnia mnie, podobnie jak Marię Czubaszek niepokój, czy są to, te plemniki, które wygrały ewolucyjny wyścig do bycia homo sapiens.

                                                                                                                                   Mirosław Rudziński – Gappa