Picernia – czyli o sztuce manipulacji.

Jeśli wyobrazimy sobie, że mózg sprawnego polityka wytwarza myśli niczym maszyna produkująca jakieś wichajstry, musimy zadać sobie pytanie, jak to się dzieje, że jej wytwory, są tak różne od urządzenia, które je stworzyło.

Niezgłębioną dla mnie zagadką jest, w jaki sposób bezcielesne myśli i emocje dotyczące sposobów i metod zbawienia swoich bliźnich w ziemskim tu i teraz, powstają w zdecydowanie materialnej części czaszek ludzi pokroju Dariusza Mikosy, Bogusława Szpytmy, Michała Piszki, czy chociażby Zbigniewa Nowaka i Jacka Kubickiego, oraz wielu innych, jeśli nie wszystkich, kandydatów do władzy

Ich programy wyborcze, pełne są dziwnych analogii, banalnych alegorii i komicznych metafor. Każdy z kandydatów, co bez większego trudu, przy pierwszym z nimi spotkaniu można dostrzec, nosi na karku swoją własną głowę, której czaszka skrywa podobno mózg na wskroś niepowtarzalny. Jak zatem wytłumaczyć fakt, że mózgi, a może i nawet nieśmiertelne dusze, wszystkich tych niezależnych politycznych bytów, w czasie kampanii wyborczej produkują seryjnie, te same pobożne wichajstry typu: „…będę wsłuchiwał się w głosy mieszkańców…”, „…będę skutecznie rozwiązywać problemy i poprawić, jakość życia w naszym mieście…”, „…zadbam o zdrowie mieszkańców…”, „…zbuduję w Kłodzku hotel, dom seniora, żłobek i przedszkole…”

Arystoteles miał słuszność, twierdząc, że takie cechy jak ostre zęby i mocne nogi występują tylko u niektórych zwierząt. Nie wiemy jednak, czy jego teoria obejmowała podgatunek sklasyfikowany współcześnie jako homo politykus.

Język, jakim politycy wszelkiej rangi, próbują ogłuszać suwerena, jest klątwą współczesnego świata. Zmasowana propaganda wyborczych spotów, u jednych potwierdza, że wszystkie serwowane przez nie treści to, stare prawdy dzisiaj jedynie odgrzewane. Inni, zwłaszcza kandydaci, zdają się tego nie dostrzegać. Jedni, treść kampanii wyborczej odbierają jak upierdliwie powtarzany zbiór pobożnych życzeń i banalnej retoryki, nic nowego do życia społecznego niewnoszącej. Inni, są przekonani, iż należy wysłuchać wszystkich. Mądrych i głupich. Głośnych i napastliwych. Wyrafinowanych cichych cwaniaków i rozpalonych nieudaczników. Wszyscy „Oni”, maja podobno swoją opowieść. Opowieść, w którą być może warto się wsłuchać.

Pojawia się jednak wątpliwość, czy przypadkiem nie jest tak, że te nachalne, w różnej konfiguracji, głoszenie cnót ma za cel, jedynie zasłonić prawdziwe motywacje i  intencje, niestety, znacznej części kandydatów.

Przecież nie od dziś wiadomo, że samozakłamanie, tak jak i samozadowolenie, niezwykle łatwo homo politykus przychodzi. Kandydaci sprzedając swoje obywatelskie przymioty, wolą nie wiedzieć, iż uważny obserwator, potencjalny ich wyborca, spoglądając na ten handel przedziwny, widzi jedynie przykrótką kołderkę, którą „Oni” usiłują przykryć swoje samolubstwo, swoją małostkowość, swoją dramatyczną nieumiejętność odróżniania spraw małoważnych, od tych naprawdę ważnych.

Wielu, jeśli nie wszyscy kandydaci, mniej lub bardziej zgrabną plakatową retoryką próbuje ukryć swoją chaotyczność i kłótliwość. Swoją niekompetencję i polityczną bezmyślność. Niezmąconą niczym chęć narzucania w sposób arbitralny swojego zdania innym. Wszyscy, bez mała, kandydaci do foteli różnych, chcą władzy. Pragną działalnością swoją wpływać na kształt świata, który ich otacza..

Sądzę zatem, iż wszyscy „Oni”, mają także świadomość, że tym samym wystawiają swoje osoby na różnego rodzaju ataki, ośmieszanie, kpinę i że będą im, być może zasłużenie, lub nie, przypisywane najgorsze nawet intencje.

Osobiście chcę wierzyć, że każdy z kandydatów ubiegający się o mandat, jeśli już zostanie wybrany na urząd, swoim działaniem zada kłam opinii, która głosi, iż prawie każdy, duży czy też mały polityk to, światopoglądowy Dr Jekyll i Mr Hyde.

                                                                                                                                     Mirosław Rudziński – Gappa

Andy Kirby. Zdjęcie pochodzi z Unsplash.com