Pisizm

W historii świata mieliśmy już kilka bezwzględnie okrutnych i głupich izmów. Systemów takich jak faszyzm i komunizm, dążących do bezwzględnego podporządkowania obywateli państwu. Bezwstydnie panoszący się w naszym kraju pisizm nosi znamiona narodowo-socjalistycznego obłędu, który wyraża się dążeniem aparatu władzy do kontrolowania wszystkich dziedzin życia społecznego.

Zbigniew Brzeziński i Carl Friedrich wyróżnili sześć cech, które występując jednocześnie w danym państwie świadczą o jego totalitaryzmie.
Są to:
– jedna ideologia (np. smoleńska)
– jedna partia (bezwzględnie PIS)
– kult jednostki, wodza (bezapelacyjnie Jarosław Kaczyński)
– aparat przymusu policyjnego i represji (wespół w zespół Błaszczak i Ziobro)
– Brak wolnych mediów, media w rękach władzy (na razie tylko reżimowa TVP i   kilka gazet), ale wszystko jeszcze przed nami.
– militaryzacja, tzw. państwo policyjne (Antoni Macierewicz i jego Obrona Terytorialna).

Jak łatwo dostrzec nie jesteśmy jeszcze w pełni państwem totalitarnym. Jednakże nieuczciwość polityków PIS, która stała się normą, prowadzi wprost do przynajmniej autorytaryzmu. Ich rewolucja zmierza do wyrazistego celu. Chcą obalić i odrzucić wszystko, co nie jest emisją choroby Jarosława, która mutując nieustannie powoduje erozję zastanego przez PIS systemu, co sprawia, że wszystkiej jego instytucje stają się dwuznaczne.

Politycy w swojej znakomitej większości, a już szczególnie politycy PIS, naczelne z Jarosławem Kaczyńskim i Beatą Szydło, nigdy nie byli uczciwi. Od zawsze uważają, że mają monopol nie tylko na prawdę o prawidłowym działaniu państwa, ale także na prawdę o życiu jednostki. Aby osiągnąć swój cel nie zawahają się użyć, z absolutną bezwzględnością aparatu przymusu, krzycząc przy tym, że monopol na przemoc mieli tylko naziści i komuniści. Natomiast oni, PIS to, potulne baranki boże, które ojcowską dłonią karcą jedynie krnąbrne bachory, dla ich dobra oczywiście.

Na ostatnim szczycie UE europosłowie z PIS zaprezentowali światu katatonię plemiennego komunizmu. Pani premier, brawurowo w Brukseli szczytując, obaliła jednym zdaniem kopernikański heliocentryzm na rzecz geokaczyzmu Jarosława. Postawmy jasno problem – potęga rozumu żoliborskiego czarodzieja jest niepodważalna. To wokół niej wirują myśli wszystkich członków i sympatyków PIS. Przecież, to nie, kto inny, jak właśnie Jarosław Kaczyński, jest ostoją rozumu obecnego rządu RP i Prezydenta mojego kraju – Andrzeja Dudy.

Spora część polityków Prawa i Sprawiedliwości, oraz bez wyjątku wszyscy członkowie serwilistycznej wobec Naczelnika Jarosława, partyjnej kanapy Kukiz 15, starają się sprawiać wrażenie, że zostali poprzez cud wyborczy obdarzeni świadomością arystokratyczną i związku z tym zostały im powierzone przez mitycznego Suwerena, niezwykle istotne zadania do wykonania.

Wszyscy oni w swojej plemiennej ślepocie nie dostrzegają, iż polityka przez nich uprawiana, to w istocie antyintelektualny prymitywizm i fanatyzm. Te, niewierne żadnym zasadom pisowskie, polityczne bystrzaki, potulne wobec Prezesa i brutalne w stosunku do innych, porażając siebie nawzajem swoją plebejską głupotą, zawzięcie jazgoczą z nienawistną do świata furią. W tym ich oszalałym ujadaniu słychać jedynie wściekłość i przerażenie. To nerwowe rozstrojenie ich organizmów sprawia, że ocierając się o jakąś niezdiagnozowaną jeszcze odmianę schizofrenii, rzucają się żarliwie na każdego, kto myśli inaczej niż oni.

Wzorcowym połączeniem fanatyzmu, prymitywizmu, i antyhumanizmu są działania, jakie prowadzi, z błogosławieństwem Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro – Prokurator Wielki. Manipulując starannie prawem próbuje tyranizować nasz kraj, jak nie przymierzając stalinowski Andriej Wyszyński, tylko robi to głupiej. Kolejnym typowym przykładem ciężkiego myślenia, jest dworska drapieżność Mariusza Błaszczaka. Ukazuje ona niezwykle dobitnie, jak mniej rozgarnięty organizm, dominuje nad organizmem bardziej rozwiniętym tylko dlatego, że dzierży w dłoni, jak Feliks Dzierżyński, policyjną pałkę.

Ten ponury obraz pisizmu, jaki tu nakreśliłem rozświetlają, co życie czyni znośniejszym, migotliwie pobłyskujące na naszym polskim parlamentarnym firmamencie, poselsko-senackie gwiazdy.

Gdy słucham wywodów pani posłanki Pawłowicz, podobno profesor, to muszę szczerze przyznać, że kobieta ta potrafi ubarwić moje nad wyraz mizerne życie intelektualne w sposób szczególny. Jej argumenty, obojętnie na rzecz, jakiej sprawy, brzmią w moich uszach mniej więcej tak: „Słońce wschodzi po pianiu koguta, więc to pianie budzi słońce. O dzięki ci kogucie.”  Myślę o tym, czy aby nie zapisać się na jakieś wykłady u pani doktor.

Ale pani doktor Krystyna ma równie uzdolnioną przyjaciółkę, też gwiazdkę, polonistkę Annę Zalewską. Pani Ania, którą miałem niekłamaną przyjemność kilka lat temu osobiście poznać, wówczas tak nachalnie jeszcze nie błyszczała, jest niewiastą niezwykle ujmującą. Gdy się rozzłości to namiętnie ujmuje za szyję swoich adwersarzy, zazwyczaj nauczycieli, często czyniąc to zbyt mocno. Pani Ania, też posłanka, jest intrygującą kobietą, i pięknie utalentowaną mówczynią. Gdy przemawia to, przypomina mi moją koleżankę, która przed laty, gdy mieszkaliśmy podczas zimowych ferii w Karpaczu, wychodziła codziennie rano na werandę domu wczasowego i wykrzykiwała zasłyszaną gdzieś mantrę:
– Niech żaden tygrys nie zagrozi temu domowi!!!

A potem jakby nigdy nic, wracała do swojego pokoju. W końcu postanowiliśmy ją zapytać, o co z tymi tygrysami chodzi? Przecież najbliższe tygrysy biegające na wolności znajdują się tysiące kilometrów stąd?

A ona na to, z rozbrajającą szczerością rzekła:
– Widzicie to działa.

Taką, mniej więcej, wizję edukacji polskiej wyśniła sobie nasza kochana pani Minister. Przez nieżyczliwych i dwulicowych przyjaciół zwana szaloną przedszkolanką. Uważam jednak, iż opinia ta jest wielce krzywdząca. Przecież przywrócenie drożdżówek do szkół nie jest szaleństwem. Toż to, niebywale wielki sukces.

Drużyna PIS to, niezwykła drużyna Władcy z Żoliborza. Drużyna Pierścienia J.R.R. Tolkiena to, przy nich jedynie piaskownica, a Gandalf przy Jarosławie to, jedynie cień czarodzieja.

Ludzie Jarosława to nie jakieś tam wypierdki mamuta. To potężni wojownicy. Na przykład taki Antoni – histeryk, a może historyk, zwany przez przyjaciół niezłomnym, przypomina mi pewnego mężczyznę z Nowego Jorku, który idąc przez bagno w Luizjanie wraz ze swoim przystojnym chłopakiem, rozmyślał nad sposobem zwalczania okrutnych aligatorów. Ów mężczyzna wykładał młodemu przyjacielowi, trzymając go mocno za rękę, wielce intrygującą koncepcję, że można byłoby te putinowskie potwory porazić bombą atomową, ale koniecznie rozsiewaną przez durszlak. Albowiem, tylko durszlakowe dziurki gwarantują staranne i dokładne rażenie bezkresnych rosyjskich obszarów. Młody człowiek słuchał niezwykle uważnie i w końcu zapytał:

– Antoni, mój wodzu, czy to prawda, że aligatory nie atakują tych, którzy mają pancerne latarki? Na to Antoni, po dłuższej chwili namysłu i szybkim komórkowym kontaktem z jednokomórkowym glonem z rodziny misiewiczowatych odrzekł:

To zależy jak szybko te latarki niosą.

Oto, wojenna doktryna IV RP.

Wszyscy ci chytrzy plebejusze warczą groteskowo w nadziei, że ten ich klekot jest groźną bronią i kogoś w końcu wystraszą. Biedacy nie dostrzegają patrząc w swoje twarze odbite w lustrze, że ich czujne, pełne szaleństwa oczy nie są groźne. Są rozpaczliwie żałosne.

Zżerani przez wstyd za swoją głupią polityczną furię, pomrukują wrogo na wiecach i w mediach, jedynie po to, aby zamaskować swoją bezradność wobec problemów, jakie stawia przed nimi życie. Idiotycznie wierzą, że uda im się nałożyć społeczeństwu na szyję skórzaną obrożę nabitą ćwiekami Ziobrowych paragrafów i tak Suwerena skutecznie ujarzmić.  Minister Sprawiedliwości raz za razem szczerząc zęby w złowieszczym uśmiechu jest przekonany, że ich nieskazitelna biel olśni ciemny lud i zarówno on, Wielki Prokurator, jak i jego pryncypał z Nowogrodzkiej wraz ze swoją drużyną totumfackich nie będą musieli po przegranych wyborach rozpierzchnąć się jak sfora bezpańskich kundli.

Nie mając pewności, co do swojego losu, są przerażeni i pełni smutku. Ta ich zgryzota w minimalnym nawet stopniu, nie jest rozcieńczona odrobiną chociażby zdrowego rozsądku, co sprawia, że podświadomie czują, iż historia nie włoży im na głowy wieńców laurowych, tylko osądzi ich kijem i kamieniami. Ich lęk przed taką perspektywą, staje się niezwykle zmysłowy, intensywny i w swoim pulsującym szaleństwie prezentuje kryształowo czysty obraz ludzi, którzy po utracie władzy, wijąc się ze strachu, będą skamleć o łagodny wymiar kary. Przyznaję dość makabryczna to perspektywa.,

Żoliborski, jak twierdzi Paweł Kukiz, Naczelnik Państwa, tkwiąc usilnie w swoim obłędzie, jest przekonany, iż będąc panem czasu może wszystko. Władza jest jego jedyną kochanką, z którą zaznaje rozkoszy, jakiej w dość długim już życiu, los w kontaktach damsko męskich nieco mu poskąpił. Tą frustrację, której powodem jest zapewne niezbyt już tęga męskość widać w całej jego postawie. Przede wszystkim w grymaśnym uśmiechu.

Gdy patrzę na twarz Jarosława Wielkiego to, widzę w niej traumę nieszczęśliwej świadomości, ale nie po stracie ukochanego brata, lecz po smutnej konstatacji chybionego życia. Widzę w jego duszy głęboką ranę. A rany, niestety, rodzą potwory. Gdy spotykasz potwora próbujesz go powstrzymać. Nie wiem, jakiego potwora stworzył w swojej starej i mocno już zmęczonej nieudanym życiem osobistym głowie, żoliborski Pan Wielki.

Wiem jednak jedno! Jarosław i jego ludzie są głęboko niesprawiedliwi, co raz za razem udowadnia jego wielki łowczy Zbigniew Ziobro, programowo zapominając, albo zgoła nie wiedząc o tym, cóż jest tylko prawnikiem, że sprawiedliwość to, nie tylko kara dla winowajców, lecz także sposób ich ocalenia.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że mimo wszystko, głupota obecnej władzy nie zatriumfuje.


Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie pochodzi z Unsplash.com