Prawda to chuligan a my udajemy, że go lubimy

Wielu ludzi na całym świecie wierzy w jakiś rodzaj reinkarnacji albo ponownych narodzin. Niewątpliwie do tego gatunku wiernych zaliczają się, w znacznej swojej części, ludzie polityki i władzy.

Osobistości te, myląc światło rozum z niczym do niego niepodobnym naturalnym światłem dnia codziennego sądzą, iż skoro przez lud wyborczy zostali kartką wyborczą na hegemonów namaszczeni, to mają prawo do wyznaczania kierunków i życiowych ścieżek swoim poddanym. Obywatele natomiast w podzięce za okazaną im troskę powinni ich persony, bez głębszej refleksji, ponownie na urzędy publiczne wybrać.

Nawet dla odrobinę niedowidzących obserwatorów życia kłodzkich politycznych elit, istnieje mnóstwo powodów by sądzić, że pewna część desygnowanych do władzy ratuszowych swawolników to ludzie, którzy sądzą, iż zamieniając swoje wyborcze, fałszywe złote myśli na fałszywe weksle władzy, pełne obietnic bez pokrycia sprawią, że wyborcy raz jeszcze uwierzą im na słowo. Zapach władzy zawsze odurza, a kryjąca się pod nim niepohamowana żądza pieniądza, świadczy jedynie o tym, że służbę publiczną zdominowali ludzie pazerni.

Niestety, hokus pokus, który może sprawić, że stara ratuszowa gwardia, stanie się w kolejnych wyborach nową i świeżą drużyną, jest w Kłodzku wielce prawdopodobny. Osobiście sadzę, że dzieje się tak za sprawą „mocy duchowej”, niektórych naszych lokalnych polityków. Mocy, która jest jedynie szalbierską sztuczką wędrownego kuglarza, zionącego na wyborczych festynach ogniem krytyki pod adresem opozycji. A zdezorientowany lud wyborczy albo się z grymasem wypina na takie igrzyska, albo zawzięcie bije brawo.

Myślę jednak, iż nieuchronnie nadchodzi czas, w którym mimo hipokryzji elit politycznych wszystkich szczebli, która to hipokryzja jest wyrafinowanym rodzajem okrucieństwa, my zwykli ludzie obudzimy się w końcu z maligny i dostrzeżemy, że przysługuje nam przywilej odmowy zgody na naginanie i łamanie obowiązującego prawa przez ludzi, których w wyborach obdarzyliśmy zaufaniem.

Głupota, a w szczególności głupota polityczna, jest nie tyle skutkiem błędów poznawczych czy fałszywej logiki, ile raczej formą ekstazy. Obserwując naszych niektórych Radnych dostrzegam jak wyłażą ze skóry, by wykazać innym swoją wartość. Ich zachowanie często jest przejawem ślepej woli głupoty, w której szponach tracą z oczu obywateli, ale nigdy siebie.

Pośród kłodzkich elit politycznych istnieją od lat wielu sztukmistrze pokroju Zdzisława Dudy, Adama Kwasa, Jarosza Armina, Zbigniewa Nowaka, Anety Łosiewicz, Michała Kołta, Damiana Ślaka, którzy wierząc w siłę swojego słowa, sprzedają wyborcze obietnice, tak jak mistrzowie gry w trzy karty, iluzję wygranej.  Bardzo ubolewam nad tym, iż przedstawiciele kłodzkiego establishmentu nie mają za grosz stylu. No może poza Januszem Skrobotem, który posiada wszystko – styl a przede wszystkim – pozę.

Część radnych, to ludzie powierzchowni do tego stopnia, iż sprawiają wrażenie, że znają jedynie znaczenie pojedynczych słów: zawsze, nigdy, wszyscy, każdy. Kilku z nich: Zdzisław Duda, Adam Kwasa, Damian Ślak, Armin Jarosz, to zawodowi radni przypominający platerowane srebrem miedziaki, których powłoka, niestety, nocno już się starła w obiegu.

Jako człowiek wiary, nie w sensie teologicznym oczywiście, lecz wiary w potęgę rozumu, ilekroć mam zaszczyt słuchać wywodów radnego Dudy, doznaję wrażenia jakbym słuchał modlitwy pijaka w pustym kościele. Wystarczy, że ten dumny wiceprzewodniczący Rady naszego miasta powie dzień dobry, a atmosfera wokół jego osoby staje się nieprzewidywalna. Zdzisław, często o sobie mówi tak: „Zawsze nazywam rzeczy po imieniu”. To niezwykle celna i cenna uwaga. Swoimi wypowiedziami radny Duda, upodabnia się do zardzewiałej armatniej lufy, która miast wystrzelić, jedynie stęknie, kładąc ze śmiechu słuchaczy pokotem. Często też popada z jednej skrajności emocjonalnej w drugą. Raz jest płaczliwym pesymistą innym razem skrajnie podnieconym optymistą. Jego pesymizm jest pospolity, łzawy i mało ciekawy.  Natomiast optymizm w jego wydaniu to kuzyn namiętnej miłości. Pod trzema względami dokładnie ją przypomina: jest nachalny, nie ma prawdziwego poczucia humoru i pojawia się tam gdzie się go najmniej spodziewamy. I nie ma się tu, z czego śmiać ani tym bardziej obrażać. Jaki koń jest, każdy słyszy i widzi.

Wielu polityków mówi, że zostali wybrani po to, aby służyć obywatelom. Dość dziwna to deklaracja. Do tego politycznego gatunku bez wątpienia można zaliczyć radnego Adama Kwasa. Ten weteran walk o wolność swoją i naszą, nie jest bynajmniej upośledzonym umysłowo pensjonariuszem domu opieki społecznej, lecz szefem Komisji Rewizyjnej. Jednakże, biegunka myśli, jaka mu zazwyczaj na plenarnych posiedzeniach Rady towarzyszy, zaciemnia mu umysł, do tego stopnia, iż zapomina o tym, że mit jest karmą niewolników a wolni ludzie karmią się zdrowym rozsądkiem, rozumem i roztropnością. Ciekawe, czy radny Adam ma świadomość, że gdy stary człowiek o tym zapomina staje się jedynie kapciem, który nosi buty.

Zupełnie odmienny sposób patrzenia na świat i myślenia o nim prezentuje radny Zbigniew Nowak. Otóż, jako jeden z nielicznych doskonale rozumie, że chciwość to rzecz bardzo intymna i dlatego powinna być pieczołowicie skrywana. Od chwili, gdy został członkiem Rady SM i Rady Miasta, a szczególnie od chwili objęcia funkcji przewodniczącego jakiś komisji i tu i tam, jego przystojną i umiarkowanie inteligentną twarz ożywiają błyszczące dumą i pewnością siebie oczy. Chciałbym go kiedyś zobaczyć jak podbija serce ukochanej kobiety. Ponieważ tkwi w nim krucha, taka tycia igiełka kpiny, jestem pewien, że jako jeden z nielicznych radnych będzie potrafił fantazyjnie nosić swoją obsesję władzy.

Całkiem niedawno przyznałem się publicznie do bardzo wstydliwej sprawy. Otóż napisałem, że w dzieciństwie bałem się klaunów cyrkowych i że strach ten powraca, gdy na sesjach Rady słucham niektórych wystąpień. Słowa te napisałem pod wpływem jednego z wystąpień pani Anety Łosiewicz, przewodniczącej klubu „Lubię Kłodzko”. Kobiety, która krzyczy oczami. Ten krzyk, był kiedyś znaczący i szlachetny. Pani Aneto, co się stało, że zachowuje się pani dzisiaj jak klasyczna blondynka, (wszystkie prawdziwe blondynki błagam o łagodny wymiar kary), która kupując w aptece test ciążowy mówi:

Test ciążowy proszę
Jaki? Pyta aptekarz.
Negatywny oczywiście!!! Uśmiechając się zalotnie, odpowiada blondynka.
 Mimo gorzkich i kpiących słów, ciągle jeszcze Panią lubię i nie wierzę, po prostu, nie wierzę, iż zapomniałaś Aneto, że gdy kaczka traci orientację, to w końcu nurkuje dupą.

Na ogół bywamy wobec okrutnej prawdy bezradni. A koszt jej zrozumienia, tak jak koszt zrozumienia miłości, czasami przewyższa to, co moglibyśmy zapłacić z własnej woli. Prawda nie zawsze pozwala kochać nam świat, ale też nie pozwala nam go tak naprawdę znienawidzić.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że któregoś dnia wszyscy chętni do rządzenia zrozumieją, że kadencje kiedyś się kończą a hańba pozostaje.

Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie pochodzi z unslplash.com