Co w ruch wprawia Świat.

Świat się zmienia. To wie każdy. Bardzo wielu jest głęboko przekonanych, iż są świadomi, co tak naprawdę i po co świat wprawia w ruch. Jedni wierzą, że czyni to Bóg, który kocha wszystkie swoje dzieci i wszystko, co czyni, czyni dla dobra człowieka, czyli jego nieśmiertelnej duszy. Inni, a nie jest ich mało są przekonani, ujmując rzecz w największym uproszczeniu, że Bóg na krzyżu rzeczywiście umarł i już od wieków w niebiesiech Go nie ma, a baśń o zmartwychwstaniu jest jedynie zabiegiem marketingowym rytualnie przez ziemskich urzędników Pana Boga odprawianym, jedynie po to, aby człowiek z pokorą zaakceptował swoje życie, jako nieuchronną porażkę. Wynika z tego zatem, że świat widzialny w znanym rozumnemu człowiekowi kształcie jest, niestety, nieco absurdalny.

Ponieważ żyjemy w świecie absurdów, które skutecznie zatruwają nam wszystkim życie, powinniśmy w sposób szczególny uważać, aby względne poczucie bezpieczeństwa nie uśpiło naszego zdrowego rozsądku. Gdybym musiał. Gdybym mógł wybierać pomiędzy demokracją a monarchią, zwłaszcza tą oświeconą to, zdecydowanie monarchię oświeconą wybieram. Dlaczego? Ponieważ demokracja, co drastycznie widać na przykładzie szeroko pojętych elit politycznych naszego kraju a także, co mnie bardzo niepokoi na przykładzie naszych lokalnych działaczy politycznych, raz za razem ponosi sromotną klęskę.

Niestety w demokracji, co dobitnie widać na przykładzie większości przedstawicieli PIS, Kukiz 15 a także przedstawicieli naszej kłodzkiej elity – posłem, senatorem, radnym, prezydentem czy też burmistrzem, może zostać każdy. Nawet ktoś, kto w gronie krów, tych wspaniałych i pięknych zwierząt, nie umie powiedzieć nic sensownego, poza tym, że rządzić chce.

Przyglądając się ostatnim wydarzeniom w naszym, moim kraju, z przykrością muszę stwierdzić, że dotychczasowy postęp wiedzy obywatelskiej jest niezadawalający, ponieważ prawda pomieszała się w niej z beznadziejnym głupstwem. Słabe umysły zwolenników „kaczyzmu” uważają się za powołane do wkroczenia na drogę demonstrowania swoich urojeń i narzucania siłą społeczeństwu filozofii swojej głupoty.

Posłowie o konstrukcji psychicznej typu Suski, Terlecki, Ziobro, Błaszczak, Waszczykowski i bezwzględnie Macierewicz, oraz posłanki o ujmującym za szyję wdzięku, jaki rozsiewa zamaszysta Pawłowicz, rachityczna Rafalska, refleksyjna Zalewska, waleczna Witek, kategoryczna Sobecka i melancholijna Matusiak, próbują za pomocą swojej starannie wyhodowanej schizofrenii odebrać Słońcu, naszej życiodajnej gwieździe, monopol na oświetlanie i rozjaśnianie życia na Ziemi, na rzecz rozbłysków intelektu Jarosława Kaczyńskiego, który ich zdaniem przewyższa swoim rozumem wszystko, co ośmiela się żyć. Wyznawcy religii, jaką wydala z siebie żoliborski Jarosław dokonują karkołomnych starań, aby zdezawuować światło Słońca na rzecz przenikliwości rozumu Jarosława. Próbują odebrać Słońcu najwyższą doskonałość z pośród wszystkich źródeł światła na rzecz lilipuciej światłości umysłu Naczelnika z Żoliborza.

Jarosław Kaczyński, zachowuje się tak jakby siedząc na furmańskim koźle, powoził wozem wypchanym słomą, sterczącą z głów członków jego partii i rządu. Sądzę, iż czyni to, co czyni, dlatego, że nader ciężko jest mu pozostawać w stanie bezżennym i jako staremu już człowiekowi, trudno jest mu zachować godność prosząc o gościnę u ludzi w chwilach, gdy rozpaczliwie pragnie spędzić wieczór w towarzystwie szczerze oddanych mu przyjaciół a nie politycznych klakierów. Jego puste łóżko, w którym od lat sypia samotny i sam oraz dom, w którym nigdy nie było dzieci, zmusza go do nieustannego powtarzania zdania – „ja nie mam dzieci, ja nie mam rodziny” i dlatego 500+ i wszystkie inne absurdalne plusy uczynią mnie szczęśliwym. Ten stan jego umysłu sprawia, że jest ponurym wzorcem starego sfrustrowanego kawalera, któremu nigdy nie było dane poczuć smaku młodej żony i zapachu jej włosów o poranku. Jego ukochany kot, gdy widzi jak jego pan łyka nocą, gorzkie łzy uczuciowej klęski, zwiesza jedynie smutno łeb myśląc ponuro, że gdy ktoś, tak jak jego opiekun, kroczy przez życie samotnie z głową wypełnioną kompleksami i czołem pooranym myślami o zemście to, siłą rzeczy, może bić się jedynie własną pięścią po twarzy lub deptać innych.

Pan Prezes to niezwykła postać. Nigdy nie patrzy rozmówcom prosto w oczy. Intryguje mnie, co obiecał temu swojemu politycznemu planktonowi Karczewskim, Kuchcińskim, Szydłom, Bochenkom, Macierewiczom i takim śmiesznotom jak niejaki Patryk Jaki, iż zatracili instynkt samozachowawczy godząc się na wstrzelenie do historii, jako polityczne i moralne karły. Kaczyński i jego drużyna, aby zagłuszyć wstyd, którego źródłem jest organiczna nieomal głupota, ma dzisiaj tylko jedną alternatywę – przemoc. Jedyne, co Jarosław potrafi robić dobrze to, wymachiwać Ziobrą jak kijem bejsbolowym. I tyle.

W ostatnich tygodniach wielkim zagrożeniem dla nieśmiertelnej sławy Jarosława Kaczyńskiego, o czym jeszcze nie wielu wie, staje się Marszałek, szef klubu PIS, Ryszard Terlecki. Otóż, kilka tygodni temu będąc w drodze na Syberię, i bawiąc na krótko w Los Angeles, uczestniczyłem, w castingu do kolejnej odsłony rodziny Adamsów. Mój serdeczny przyjaciel, Barry Sonnenfeld, ze względu na moją porywająco mroczną urodę, zaproponował mi rolę przyrodniego brata wujka Festera – potwora ze Wschodu. Ponieważ jestem niezwykle skromnym człowiekiem i nie pcham się nachalnie na szkło, byłem zmuszony twórcy potwornej rodzinki odmówić. Barry szczerze zmartwiony moją tak nierozsądna decyzją, zapytał mnie, czy nie mógłbym mu jednak pomóc i polecić, do dobrze płatnej roli upiora, kogoś spośród znanych mi potworów. Po krótkiej chwili namysłu pokazałem mu w Internecie medialne odbicie Marszałka, doktora Ryszarda Terleckiego. Barry był zachwycony. Myślę, że gdy do kancelarii Sejmu wpłynie propozycja dla Marszałka Ryszarda, gwiazdorzenia w fabryce snów, to Jarosław bez cienia zazdrości mu na to pozwoli. Chociaż kto wie jak zareaguje na taki stan rzeczy potwornie wielkie ego niedużego człowieka, a już Wielkiego Naczelnika.

Nam kłodzczanom dużo bardziej jednak zagraża nie Kaczym, czy też Pisizm, który sprawi, że elita na Wiejskiej uchwali kolejną kaleką ustawę, lecz nasz miejski Piszkizm byle jak przemieszany z naszym lokalnym Dudzizmem. Słuchając orędzia Prezydenta RP do Narodu, jakie odczytał Andrzej Duda przeraziła mnie myśl, że człowiek ten perorując o bezpieczeństwie Polski nie dostrzega, że to właśnie On, o zgrozo doktor prawa i strażnik Konstytucji, jako jej nienachlanie przystojny gwałciciel, jest największym zagrożeniem naszego narodowego bezpieczeństwa.

I jakby tego było jeszcze mało, związkowa Duda, ten utalentowany tokarz z huty Gliwice. Gorliwy ochroniarz w stanie wojennym gmachu Telewizji Polskiej a dzisiaj przewodniczący skarlałej Solidarności, wtóruje porażonej głupotą władzy, pomysłem o czapkach i kosach na sztorc przeciw wszystkim, którzy nie są za degradującym życie we wszystkich jego obszarach Pisizmem.  To koszmarny chichot historii.

Nazwisko Duda, nad mieszkańcami Kłodzka zawisło jak jakaś starożytna egipska klątwa. Nie dość, że mamy dwie krajowe zdrowo pęknięte Dudy to, jakby tego było jeszcze mało, mamy swoją własną nieźle umysłowo rozłupaną Dudę kłodzką.

Oglądając codzienną polską rzeczywistość, a więc także tę kłodzką, ogarnia mnie zdumienie jak bardzo zawodna jest ludzka pamięć. Jak wielką siłę może mieć absurdalna ochota czynienia głupot i wiara w sprawczą siłę pobożnych życzeń, która przylepiła się do wielu mózgów mocniej niż grzech pierworodny do dusz bogobojnych katolików. 

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że zdrowy rozsądek nie jest zagrożonym wyginięciem gatunkiem.

Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie pochodzi z unsplash.com