Rycerz zakonu wszystkich świętych

Czyli o tym, jak kłodzki dewocionalista Jerzy, tańczy labado, czyli śmiertelnego z motyką walczyka.

Święty Jerzy zabił smoka i jak twierdzi Jacek Kaczmarski w „Przyczynku do legendy o Św. Jerzym” w płaszcz z atłasu wytarł miecz. Nasz kłodzki, świecki Jezuita i czołowy powiatowy dewocionalista Jerzy, smoka, co prawda jeszcze nie zabił, ale bez wątpienia czarna zdobi go posoka.

Pan Jerzy, brat mój w wierze, nosi w sobie piękno dojrzałego mężczyzny i wizerunki nagich, pięknych kobiet w dziwnych pozycjach. Jest klasycznym przykładem na potwierdzenie tezy, iż mężczyzna nie musi być piękny. Wystarczy, że piękny ma chód. Mówiąc słowem jednym lub nawet dwoma to, bardzo piękna mencyzna, niestety, z koszmarnymi kompleksami. Jego strój, jest nienachalnie elegancki. Utrzymany w tonie, ciemnego biskupiego adamaszku i wykwintnych mysio szarozielonych obić sfatygowanych secesyjnych kanap pachnących małymi gryzoniami. Wysoki, umiarkowanie szczupły. Głowa średnia, ale pięknie rozwinięta z czołem kwitnącym myślą i wiarą niezłomną. Twarz biała i skupiona na odwiecznych wartościach. Gdy przemawia przymyka oczy, które płoną inkwizytorskim żarem. Na jego twarzy widoczne jest piętno egzotycznych jerozolimskich klimatów. Blade, ledwie widoczne żyłki na jego długiej arystokratycznej szyi, tworzą pajęczą sieć ścieżek burzliwego życia i mapę zmarnowanych pragnień.

Przemawiając – pan Jerzy nigdy nie mówi – zawsze przemawia, i wodząc tęsknym wzrokiem po twarzach słuchaczy, w nerwowych, niezręcznych gestach, wyjawia swoje głęboko skrywane pragnienie, aby ktoś, ktokolwiek, wziął go na kolana, pogłaskał i wybawił, na krótką choćby chwilę z oparów religijnych urojeń. Często, jego myśli zapuszczają się w labirynty własnych wnętrzności. Wówczas wstrzymuje oddech i nasłuchuje. Czasami na jego smutnej twarzy gości mgiełka uśmiechu. Ale już po chwili pod pięknym rzymskim jego nosem, gdzie powinien wodzowsko rosnąc legendarny wąsik, rysuje się iskierka pożądania, która pulsuje i tętni w jego skroniach nieokiełznaną namiętnością do rządu dusz. Nigdy nie widziałem proroków Starego Testamentu, ale na widok Jerzego ogarnia mnie piekielny strach przed jego proroczym gniewem.

Ten skromny sprzedawca katolickich gadżetów, uwielbiający zapewne od dziecka jasełka to, wybitny kłodzki intelekt i wyjątkowo dziwny człowiek, który musi mieć wzięcie u lekkich kobiet. Wie na przykład, że o poranku słońce wschodzi, ale od lat zachodzi w głowę, skąd słonko wie, o której godzinie powinno to zrobić. Krzyżem, kropidłem i świętą propagandą wywieszoną w witrynie swojego lamusa dzielnie i ofiarnie walczy z demonicznym szczepionkowym smokiem. Skrupulatnie liczy ilu ludzi małej wiary, którzy przyjęli zabójczy biopreparat, dobry diabeł klepiąc łopatą w dupę, wysyłał niebieskim ekspresem do Domu Pana. Struktura umysłu Jerzego, jest na wskroś jezuicka. Gdy, jego usta wypowiadają półprawdy, on jest głęboko przekonany, iż mimo wszystko, są one, te jego półprawdy, prawdą a nie kłamstwem.

Porównywanie pandemii do holokaustu, jest barbarzyństwem, nie tylko intelektualnym, ale także moralnym. Natarczywość tej rozpuszczonej, jak dziadowski bicz kłamliwej chuci, zaklinana tandetnym nudziarstwem o tym, że pandemia jest fałszywa, nosi znamiona ludobójstwa. Sprawia, że powietrze wokół tej dewocyjnej witryny, jest zdziczałe od żaru zabójczej manipulacji. Pan Jerzy prezentuje mentalność szalonego wiejskiego weterynarza, któremu mylą się zwierzęta durze z małymi, przez co nie dostrzega, iż swoją filozofią, jak motyką, kopie mogiły wielu ludziom. Ladaco z różkami rozkleiło na płachcie jego sklepowej witryny głupotę karmioną strachem, kreując tym samym Jerzego, na obrońcę wynaturzonej pseudonaukowej filozofii. Zaklinacza nędznej antyszczepionkowej umysłowej płodności.

Ponurej pikanterii tej schizofrenicznej rzeczywistości dodaje fakt, iż ta umysłowa paranoja rozgrywa się na łonie mitycznej matki Chrystusa. Potwornym jest to, że ja, ni poeta ni łachmyta, kacerz, którego garota nie minie, dostrzegam przez niedomytą szybę tej religijnej rupieciarni, grymas dezaprobaty na twarzy Maryi i iskierki płaczu w jej smutnych i świętych oczach.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że wariaci mając siódmy a nawet ósmy zmysł wyczówają zło, tylko fatalnie artykułują recepty na jego leczenie.

Mirosław Rudziński – Gappa