Samobójstwo – dotykanie rzeczywistości

„Czy życie warte jest życia”. To odwieczne pytanie zaświtało mi w głowie, gdy zerknąłem, od tak mimo chodem, na pierwszą stronę ostatniego numeru tygodnika powiatu kłodzkiego „Euroregio Glacensis”. I choć trywialny tytuł obwieszczający o tym, że „Nastolatka próbowała popełnić samobójstwo” wskazywał dobitnie na tabloidową tanią sensację, moją uwagę zwróciło pytanie, jakie mając zapewne na myśli niedoszłą denatkę, stawia Magdalena Głaz, autorka tego osobliwego tekstu. Otóż pani redaktor, z wyczuwalną nutką troski i smutku, pyta retorycznie: „Co ją do tego pchnęło?”.

Niekoniecznie trzeba coś osobiście przeżyć, aby o tym pisać. Często wystarczy jedynie to rozumieć. Mając tego świadomość otworzyłem gazetę na piątej stronie w nadziei, iż moje podejrzenia o epatowanie tanią sensacją zostaną rozwiane i będzie mi dane przeczytać tekst pełen refleksji o „dobrowolnej śmierci”, w którym autorka opowie czytelnikom o tym, że taka śmierć jest często wymuszona dramatycznymi okolicznościami. Wspomni choćby jednym zdaniem o tym, że nawet akt, tak osobisty, jak samobójstwo, ostateczne odejście jednostki od społeczeństwa, jest uwarunkowany społecznie.

Jednakże ku wielkiemu mojemu rozczarowaniu przeczytałem jedynie kilkanaście słów rodem z kroniki policyjnej. I jakby tego było jeszcze mało, pani redaktor podejrzliwie pyta – jak smarkula weszła w posiadanie środków odurzających, sugerując przy tym, że niedoszła nieboszczka, małoletnia pensjonariuszka jednego z powiatowych domów dziecka, okradła z tych smakołyków bidulową apteczkę. Być może, co nieco z tych farmaceutycznych pyszności uszczknęła. Ale nie w tym problem. Dom dziecka nie jest zakładem zamkniętym, a co za tym idzie, jego mieszkańcy mogą swobodnie udać się gdziekolwiek. Choćby do pobliskiej apteki i kupić za klika złotych opakowanie Positivum. Po zażyciu uzdrawiającej zawartości tego wybornego specyfiku, osiągną bez wątpienia stan nirwany i odlecą bezboleśnie ku nieśmiertelności jakby przyćpali tonę gandzi.

Pani Magdaleno, doskonale pani wie, albo i nie, że problem nie tkwi jedynie w dostępie do prochów. To, co jest kluczowe w akcie samobójstwa jest wypadkową wielu okoliczności i uwarunkowań.

Świat przed „odskokiem” przypomina, jak pisał Jean Améry w swoim doskonałym eseju „Podnieść na siebie rękꔄ…otwieranie ciężkich, skrzypiących, stawiających opór drewnianych drzwi, które mają nas wyprowadzić na światło. Wytężamy wszystkie siły, przekraczamy próg, oczekując jasności w półmroku, w którym tkwiliśmy. Tymczasem ogarnia nas zupełna ciemność. Zdezorientowani i zalęknieni posuwamy się po omacku, wyczuwając tu i ówdzie przedmioty, których nie potrafimy zidentyfikować. Bardzo powoli oczy przywykają w końcu do mroku. Wyłaniają się niewyraźne kontury, obmacujące ręce nabierają pewności. Wiemy już, że jesteśmy w pomieszczeniu, które A. Alvarez w swojej pięknej książce Der grausame Gott (Okrutny Bóg) nazwał „zamkniętym światem samobójstwa”.

Magdo, czy byłaś kiedyś w takim pomieszczeniu? Nie. Na pewno nie. Podejrzewam, że nigdy sobie czegoś na kształt tego mrocznego świata nawet nie wyobrażałaś. Stąd zapewne ten brak wrażliwości i refleksji przejawiający się w infantylnych pytaniach typu: „Dlaczego Ci, którzy powinni widzieć tylko jasną stronę życia wybierają śmierć”.

Pytasz – „Co dzieje się z młodym człowiekiem, że postanawia targnąć się na swoje życie?”. Przyczyn, jak już wspomniałem, jest wiele, ale jedną z najważniejszych, zawsze obecną, jest strach. Za dnia przedzierając się przez tumult ulicy i zgiełk otaczającego nas świata, jakoś jeszcze sobie z tym strachem radzimy. Jednakże nocą, gdy jest cicho i przerażająco samotnie powietrze, którym oddychamy staje się strachem nasycone. Czujemy się tak, jakby owa zmora, ścinała nam krew w żyłach i dławiła oddech. Leżymy bez ruchu, z zamkniętymi oczami i bezwładnymi rękami. Szukamy ratunku próbując zasnąć i śnić o czymś pogodnym. Ale nasz umysł płata nam okrutnego figla i wydobywa z jaskini wspomnień – jedynie te straszne. Czujemy jak po naszej skórze zaczyna pełzać upiór. Jak z każdą chwilą potężnieje i wypełnia swoim szaleństwem godzinę po godzinie.

Sen, to miejsce gdzie spotykają się pragnienia i obawy. Kiedy pragnienie i obawa stają się dokładnie tym samym, sen taki nazywamy koszmarem. A gdy zaczyna świtać, to nocne monstrum ustępuje pustce i ciszy. Początek dnia jest bezgłośny, czasami piękny, ale zawsze straszny.

Tak, mniej więcej, w wielkim skrócie prezentują się przyczyny, które wiodą ludzi do „dobrowolnej śmierci”. Wszyscy Ci, którym zdarzyło się, chociaż raz jeden stanąć na krawędzi studni doskonale wiedzą, o czym piszę.

Ostatnie zdanie w twoim tekście Magdo, zabrzmiało nieomal złowieszczo. Piszesz, że: „Do sprawy będziemy jeszcze wracać”. Mam nadzieje, że jesteś osobą inteligentną i pełną współczucia dla ludzkiego nieszczęścia i krzywdy, jaką niesie nam bezmyślny los. I że pisząc o tych, którzy podejmują decyzje, aby zejść ze sceny życia, zrezygnujesz z taniej sensacji na pierwszą stronę i zadbasz o to, aby twoje myśli i pióro nie były bezduszne i szorstkie jak zdania z policyjnego notatnika.

                                                                                                                                             Mirosław Rudziński – Gappa

 

Zdjęcie pochodzi z unsplash.com