Święty strach

Moja znajoma Czarownica, bardzo mądra i sympatyczna kobieta, posiadająca niezwykłe przymioty duszy i ciała jest wielką optymistką, wspaniale radzącą sobie ze wszechobecnym, w tu i teraz, lękiem i strachem. Od zawsze wiadomo, że Czarownice a zwłaszcza Wiedzmy mają trzecie oko. Oko duszy. Moja Wiedźma jest wyjątkowa, ponieważ pozostaje w ścisłym związku z ludźmi i ich duszami. Usiłuje ratować ludzi w ich, tu i teraz, a przede wszystkim wyciąga na światło dnia ich pogubione w całym tym, półmrocznym, zgiełku okrutnego świat – Dusze. Nieśmiertelne – mimo wszystko. Znając ludzi doskonale, twierdzi zdecydowanie, że to, nic innego jak strach właśnie, jest przyczyną większości nieszczęść, jakie nas, zwykłych zjadaczy chleba naszego powszedniego spotykają.
W zasadzie zgadzam się z tą tezą. Każdy z nas podlega prawom natury, których sił w zasadzie nie rozumie. Te siły natury (ewolucja) sprawiły, że mając trzykrotnie większy mózg od naszego najbliższego kuzyna Szympansa, staliśmy się świadomi siebie. To bardzo piękne, ale też przerażające. Człowiek będąc, w odróżnieniu od braci naszych mniejszych, świadomym swojego istnienia i nieuchronnego jego końca w trójwymiarowej, nie licząc czasu, przestrzeni, został skazany na poszukiwanie sensu swojego istnienia. Świadomość, rozum i wyobraźnia jak trafnie ujął to
Erich Fromm w swojej książce „Anatomia ludzkiej destruktywności”, zniszczyły „harmonię” cechującą zwierzęcą egzystencję. Brak tej „harmonii” spowodował poczucie wyobcowania wobec natury i strach przed rządzącymi nią prawami, na które nie mamy najmniejszego nawet wpływu.

Podlegamy prawom fizyki i na szczęście dla wszystkiego, co żyje, nie możemy ich zmienić. Dzięki ewolucji posiadamy sporych rozmiarów mózg, w którym zagnieździł się umysł. On właśnie, ów umysł, na nasze ludzkie nieszczęście w ataku rozpaczy, że praw fizyki i natury zmienić nie potrafi, wymyślił sobie Boga i stworzył dla Niego w swojej sparaliżowanej strachem przed nicością wyobrażani przestrzeń Nieba i Piekła, którą zasiedlił niezliczoną ilością fikcyjnych postaci i bohaterów.

Moja Czarownica urocza, która próbuje zaszczepić w ludzkich duszach wiarę w to, że strach można z naszego życia wyeliminować poniesie zapewne wspaniałą klęskę. Katastrofę na miarę Greka Zorby. Jej piękna idea sczeźnie, albowiem istnieje coś takiego jak religia właśnie. A każda religia istnieje głównie dzięki temu, iż żywi się ludzkim strachem. Dlatego też kapłani kościołów wszelkich wyłażą ze skóry, aby ten strach starannie w ludzkich umysłach i duszach podsycać. Jest mi niezwykle smutno z powodu tego, że nawet Czarownice o otwartych umysłach i Wiedzmy o duszach pięknych, nie są w stanie pokonać hipokryzji i zła, jakie mieszka w poszarpanych przez złe moce Duszach i Sercach ludzi kościoła.

Wielu, bardzo wielu ludzi sądzi, że iluzje religijne będące wytworem, ludzkiej, przerażonej istnieniem wyobraźni sprawią, że święci rezydenci Nieba ochronią ich przed zwątpieniem, strachem i rozpaczą. Zapominają, albo z goła nie wiedzą, że wiara w Boga, absolut, wieczną świadomość jest jedynie ucieczką od wolności i dość kiepskim pokrzepieniem.

Pod wpływem Duszy mojej uroczej Czarownicy i myśli o ucieczce od wolności oraz strachu, przyszła mi do głowy pewna historyjka, która absurdalność wiary w świętych nad nami czuwanie całkiem nieźle, tak sądzę, ilustruje.

Otóż było tak: Trójka przyjaciół, Basia, Michał i Piotr, przekonana o tym, że opatrzność nad nimi czuwa biesiaduje sobie nienagannie w przytulnej knajpce i rozmawia o tym, że wiara i modlitwa do wszystkich świętych a szczególnie, do św. Michała Archanioła i Jana Pawła II, ochroni ich przed złem. Barbara jest nieprzejednana i niezwykle kategoryczna. Wierzy, że ma Anioła Struża, a Polski Papież, który był wspaniałym Polakiem i patriotą, przed złem, jako święty, ją chroni. W pewnej chwili Barbara dławi się kawałkiem ryby, którą cała trójka ku chwale Pana spożywa. W tej dramatycznej sytuacji Michał i Piotr mają dwa wyjścia. Mogą zastosować wobec śmiertelnie drżącej Basi, chwyt Heimlicha, lub paść na kolana i modlić się o pomoc do jakiegoś akurat niezajętego obowiązkami świętego. Ciekawi mnie, co Basia, osoba gorliwie wierząca chciałaby, aby Piotr i Michał zrobili? Domyślam się! Basia drży, ale nie z rozkoszy, jaką rozmową o świętych dają jej dwaj przyjaciele, tylko z powodu braku tlenu i w panice myśli sobie tak – niech mnie łotry jedyne mocno chwycą. Niech chwycą za cokolwiek, tylko niech zrobią to skutecznie. I cóż się dzieje? Cud się staje. Cud po prostu. Michał pada przed Basią na kolana i wlepiając, swój strachem porażony wzrok, w powabne biodra Basi modli się gorliwie a Piotr, jako ratownik WOPR prawidłowo ściska Basi piersi i już – i już, jest dobrze. Dla pewności już tylko, robi sztuczne oddychanie usta – usta – i jest pysznie. I po kłopocie. Święci czuwają!!!

Jak już na wstępie wspomniałem religie, wszelkie religie, żywią się ludzkim lękiem? Natomiast od zawsze wiadomo, że wzbudzanie strachu jest najlepszą metodą sprawowania władzy. Uczuciem lęku jest niezwykle łatwo manipulować sugerując ucieczkę w bezpieczny świat dogmatów i rytuałów. Dlatego też nie zdarzyło się jeszcze nigdy, aby Tiara i Korona, tak czy siak, nie szły z sobą, w kwestii straszenia ludzi, w parze – jak topielec z topielicą.

I już na koniec – wszyscy przyjaciele wszystkich świętych i poddani Pana Boga w trzech osobach, jeżeli połykając w czasie komunii świętej opłatek i nie czujecie smaku ludzkiego mięsa, czyli ciała Jezusa, to zostaliście oszukani. Jeżeli jednak jest inaczej i smak ten wyczuwacie, to zastanówcie się przez krótką chwilę, co sprawia w Waszym umyśle tak koszmarną iluzję?

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o herezji.

Mirosław Rudziński – Gappa.

Zdjęcie z portalu unsplash.com