Szarlatani

Politycy PIS podporządkowali moralną stronę swoich poczynań wymogom chwili. Realizują niezwykle starannie leninowskie credo nowego ustroju, jakie Władimir Iljicz Uljanow wygłosił podczas III Zjazdu Komsomołu w 1920 roku. Lenin stwierdził: „Moralne jest to, co służy sprawie komunizmu”. Jarosław Wielki twierdzi, iż moralne jest to, co służy PIS i jemu przede wszystkim.

Z uznaniem przyznaję, że niezwykle starannie odrobił lekcję historii. Mamy, zatem dzisiaj po raz kolejny do czynienia z głupotą politycznych bytów o nieuleczalnych aspiracjach do zbawiania innych. Umysły patriotów z PIS opanowała czysto azjatycka idea. Leninowska idea, aby uczynić z prasy, radia, telewizji, a nawet z samej myśli, w tym politycznej, monopol jednej partii. Wyniesionej do rangi boskiej kasty rządzącej.

Gdy przysłuchuję się tym patriotycznym bredniom wygłaszanym w kontekście nadchodzących wyborów prezydenckich przez polskiego lenia pierzynowego, jakim bez wątpienia był i jest Jarosław Kaczyński, oraz ujadaniu jego psów podwórkowych, które nigdy i nigdzie bez rozkazu nie pójdą, choćby kot zamiauczał to, przypominają mi się kadry z radzieckich filmów propagandowych i zawarty w nich klimat rosyjskiego, sekciarskiego i zbrodniczego azjatyckiego bolszewizmu.

Ludzie Jarosława to, nawet nie psy podwórkowe (przepraszam te piękne, mądre i wierne zwierzaki za to niefortunne porównanie) gdyby, bowiem nimi byli to, nie nosiliby okularów i mieliby dużo większe jaja. Ludzie Jarosława to, Rydzykowe dzieci, które opierają się na nim jak na Mesjaszu, jak na niekwestionowanym środku wszechświata. Jak Ojciec Rydzyk na swoim Bogu. Bogu pieniądzu.

Oglądając posiedzenia Sejmu, zastanawiałem się patrząc na „upupioną” miłością własną twarz Jarosława Kaczyńskiego, kim do cholery, jest ten człowiek. Czy rzeczywiście, jest wielkim demiurgiem? Czy, tylko zręcznym hochsztaplerem, posiadającym niezwykły dar do otaczania się miernotami? Miernotami mającymi niespożyty apetyt na sprawowanie władzy w kraju i niedostrzegającymi przy tym, że głupota wzbraniająca im stać się ludźmi rozsądnymi i dobrymi, ugruntowuje ich tożsamość we wstydzie i publicznym żalu.

Marszałek Sejmu PR, pani Elżbieta Witek,  prowadzi obrady sejmu z ujmującą gracja i w skupieniu, jak szalony kapitan statek, którego załogą są mieszkańcy Głupowa, którzy dryfując na pełnym morzu popychają maszt, aby ich statek posuwał się do przodu. Natomiast Prezes Jarosław, traktuje swoich profesorów i innych doktorów specjalności wszelkich, jak brakujące w przestrzeni intelektualnej jego partii, ogniwo pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem. Nie rozumiem, dlaczego tym wykształconym ludziom, to nie przeszkadza.

W świecie nieskończonej różnorodności i odmienności, w jakim przyszło nam żyć, wizja człowieka mającego notoryczne skłonności do nietrafnego rozumienia spraw, oraz błędnego wnioskowania i bezsensownego zachowania, zdaje się być w pełni uzasadniona. Potwierdzeniem powyższej tezy, jest fascynujące wręcz poparcie części społeczeństwa, dla irracjonalności bieżącej polityki. Wyborcze igraszki z udziałem pana Andrzeja Dudy, o zgrozo Prezydenta RP, oraz parlamentarzystów PIS, Porozumienia Gowina i Solidarnej Polski Ziobry, wyraźnie zobrazowały mi ową irracjonalność oraz, co jest niezwykle smutne ograniczenia, jakie za pomocą ogłupiającego marketingu politycznego i bezwzględnego łamania prawa, próbuje się narzucić obywatelskiej wolności.

Jako naród, jesteśmy ofiarami starczej ironii Jarosława Kaczyńskiego. Żal mi tego tetryka, który w zrujnowanie kraju włożył, tak wiele swojej schorowanej wyobraźni. To człowiek, który zabłąkał się we własnej głowie. Gdy spoglądam na tą smutną postać to widzę staruszka, który nie ma pojęcia, że jest jedynie białym, mocno już wyliniałym szczurem, który poprzez kratki szczurzej klatki, próbuję drażnić szarą myszkę. Nie ma o tym pojęcia, ponieważ to bardzo religijny bolszewik, którego wewnętrznym budzikiem, drogowskazem i życiową busolą, jest już jedynie prostata.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że gdy z polityki, już na zawsze do ciepłych krajów odleci Alibaba to, przy władzy nie pozostanie, ani jeden z jego czterdziestu rozbójników.

                                                                                                         Mirosław Rudziński – Gappa

 Fot. Gazeta Wyborcza.