Wóz z sianem.

„Gdy społeczeństwo ulega rozkładowi, sztuka o ile jest prawdziwa powinna odzwierciedlać ten stan rzeczy. Jeśli artysta pragnie dochować wiary społecznemu znaczeniu sztuki musi pokazać zmienność świata i dopomóc go zmienić”.                  

                                                                                                                                                                       Ernst Fischer.

 

O życiu jego wiadomo bardzo niewiele. Nieznana jest nawet dokładna data jego urodzin. Wiemy jedynie, że jego malarstwo jest zjawiskiem wyjątkowym w sztuce. Świat Hieronima Boscha powstawał pod naporem treści moralnych, filozoficznych, religijnych i społecznych. Ten świat snu, groteski, gorączkowej halucynacji i gorzkiego humoru jest pełen refleksji, ironii i zamyślenia nad losem ludzkim i szaleństwem świata.

Na aktualność wizji Boscha, stawiając pytania o wpływ głupoty na losy ludzkości, zwrócił mi uwagę w swojej „Filozofii głupoty” Jacek Dobrowolski. Filozof i pisarz. Pisze on, iż tryptyk Boscha, noszący miano „Drogi ludzkiego życia”, ukazuje dobitnie, choć w sposób skrótowy i symboliczny, jakie znaczenie, już w wiekach średnich, przypisywano idei głupoty. Idea ta zajmuje także i dzisiaj centralne miejsce w świadomości społecznej. Szczególnie dramatycznie głupota uwidacznia się w świecie polityki. Wielu z nas zadaje sobie niekiedy pytanie, do czego tak naprawdę, są nam potrzebni politycy.  A jeżeli już są niezbędni to, jak rozpoznać tych właściwych tych, którym można zaufać.

Jacek Dobrowolski pisze, iż przyglądając się „Drodze ludzkiego życia” Hieronima Boscha widzimy, że: „Jego lewe skrzydło przedstawia biblijne sceny stworzenia świata, kuszenia i wygnania z raju. Skrzydło prawe ukazuje wizję piekła. Interesująca jest część środkowa, na której centralne miejsce zajmuje ogromny wóz z sianem, zmierzający, rzecz jasna od lewej do prawej, a symbolizujący bezsens i głupotę kondycji człowieka na ziemi”. Pod wpływem interpretacji symboliki „Drogi ludzkiego życia”, zaprezentowanej przez Jacka Dobrowolskiego postanowiłem spróbować spersonifikować tę symbolikę w konkretnym czasie i w odniesieniu do konkretnych ludzi.

W centralnej części tryptyku, widzimy jak zgraja potwornych pół-ludzi, pół-zwierząt ciągnie bliski wywrócenia wóz z sianem. Ten wóz, to nasz kraj pod rządami PIS. A kim są pociągowe potworne hybrydy, które nie zwracając uwagi na kłębiący się wokół wozu tłum tratują go kołami bezlitośnie? Zapewne chimery te, nie symbolizują suwerena, on jest przecież starannie miażdżony w trybach parlamentarno rządowej machiny zła. Czyżby potwory owe symbolizowały współczesnych pretorian ludzi władzy. Wszelkich uległych „Małemu Naczelnikowi Państwa” Jarosławowi Kaczyńskiemu i okrutnie groźnemu, ministrowi Ziobrze, zakompleksionych politycznych nieudaczników. Dyspozycyjnych sędziów i bezkompromisowych prokuratorów.

W tym oszalałym tłumie, rozpoznać można sfrustrowanych funkcjonariuszy policji, podległych narcystycznemu i śliskiemu jak węgorz wiceministrowi Jarosławowi Zielińskiemu. Szwajcarowi spod Suwałk z wyolbrzymionym poczuciem doniosłości własnej osoby. Posłów i senatorów. Marszałków sejmików i prezydentów miast. Burmistrzów i wójtów. To zgraja darmozjadów, którzy nie zważając na innych próbują wydrzeć dla siebie jak najwięcej siana, nie dzwoniąc oczywiście do bociana.

W tym histerycznym rozkradaniu „Słomianego Skarbu” przodują pobożne mniszki – cnotliwe córy Kościoła. Ich złodziejską pracę nadzoruje spasiony na naiwności i krzywdzie ludzkiej tłusty dobrodziej. Doktor prawa kanonicznego, generał dywizji i biskup polowy Wojska Polskiego w jednym, przez przyjaciół pieszczotliwie od lat wielu nazywany flaszką. Ta godność generalska dla pospolitego refektarzowego opoja, jest okrutną szramą na honorze Wojska Polskiego.

Na szczycie wozu jedzie trójka muzykantów z mandoliną i nutami. To, rzecznicy Premiera, Prezydenta, PIS-u i oczywiście sam prezes Kurski. Obok siedzi para kochanków, Agata i Andrzej. To bezwątpienia para prezydencka. Po bokach, patrzący w niebo, rozmodlony anioł to, ks. Zbigniew, kanonik honorowy kapituły kolegiackiej w Bochni i kapelan Prezydenta. Postać grająca na długiej piszczałce to diabeł zwany – Ojcem Tadeuszem. Grupa tych pobożnych obywateli symbolizuje rozkosze życia zmysłowego wiedzionego na koszt ogłupionego pisowską retoryką suwerena.

Najciekawiej i tajemniczo prezentuje się korona drzewa stanowiąca tło dla tych wspaniałych państwowo partyjnych utracjuszy. Na dwóch suchych gałęziach siedzą, po stronie prawej – sowa. Po stronie lewej, symbol głupoty – papuga.  Najbardziej jednak intrygującą postacią jest spoglądająca z za drzewa tajemnicza twarz, która ze zdziwieniem obserwuje to, co dookoła się dzieje. Od zawsze intryguje mnie, dlaczego twarz ta, wyłania się po stronie papugi, a nie sowy? Czyżby, był to symbol serwilistycznych wobec władzy dziennikarzy, takich jak przemili bracia bliźniacy, co znamienne – Karnowscy?

Tą doczesną sielankę próbują zniweczyć ludzie z bosakiem. To nie byle, jakie osobistości. To Katarzyna i Grzegorz, liderzy totalnej opozycji. Dźgają namiętnie furę siana w nadziei, że strącą z niej rokoszujących się pięknym życiem ciemiężycieli kraju i sami zajmą ich miejsce. Nieopodal Katarzyny i Grzegorza grupka obywateli przystawia do wozu drabinę próbując wspiąć się na jego szczyt. To przedstawiciele kunktatorskiej organizacji zwanej eufemistycznie – Kukiz 15.

W dolnej części tryptyku, rozgrywa się kilka ciekawych scenek rodzajowych. W jednej z nich mężczyzna w słomkowym kapeluszu podrzyna gardło innemu mężczyźnie, co do złudzenia przypomina pieszczoty pomiędzy lewicowymi przewodniczącymi, Włodzimierzem Czarzastym i Adrianem Zandbergiem. Nieopodal kobieta wyjmuje dziecko z bali, aby nie wylać go z kąpielą. Scenka ta bezwątpienia symbolizuje odwieczną filozofię PSL.

Przyglądając się uważnie przedstawionej przez Hieronima Boscha filozofii średniowiecznej głupoty, z dużym niepokojem dostrzec można, iż obecne elity naszej władzy, ani na jotę nie są mądrzejsze i wiodą naród wprost do bram piekieł.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że ludzki popęd do zła, jednak nie zatriumfuje.

                                                                                                                                     Mirosław Rudziński – Gappa.