Żegnaj okrutny świecie

Pojedyncze, zawieszone w naszym tu i teraz, życie człowieka to, tylko chwila, która zupełnie niespodziewanie może zniknąć. Wystarczy jeden błędny krok, który prowadzi do następnego i kolejnego. Wystarczy jedna prawdziwa i dramatycznie zmarnowana miłość i w końcu zaczynasz się bać, a kiedy się boisz to, uciekasz. Uciekasz przed tymi, których kochasz i którzy kochają ciebie. Zmykasz w popłochu przed codziennym życiem. Przed drobnymi nawet jego problemami. Powoli, ale starannie zanurzasz się w świat alkoholu, łatwych i równie jak ty pogubionych kobiet, by w końcu sięgnąć po narkotyki. Przez jakiś czas wmawiasz sobie, że chcesz się jedynie wyrwać za ogrodzonej siatką przestrzeni, pełnej banalnych konwenansów, głupich przepisów, absurdalnych nakazów i zakazów. Po jakimś czasie, choć jeszcze o tym nie wiesz, trafiasz do pierwszego kręgu piekła. I tam po raz pierwszy uświadamiasz sobie, że upływający czas nie mam mocy zabliźniania ran.

Jeszcze nie cierpisz, ale zżera cię uczucie tęsknoty za czymś, co bezpowrotnie utraciłeś. Czujesz, że zostałeś wykluczony przez otaczający cię świat i wrzucony do cuchnącego kasza na śmieci, jak kapsel po piwie. Twoi przyjaciele, o ile ich jeszcze dostrzegasz, próbują wskrzesić w tobie wiarę, że masz jeszcze szansę powrócić do świata, w którym mimo wszystko, mimo całej jego szpetoty, istnieje piękno, harmonia i głębszy sens. I chociaż niektórych z nich kochasz, to już im nie ufasz. To, co próbują ci powiedzieć, już cię nie obchodzi.

W twojej głowie i duszy przesiąkniętej i rozdartej poczuciem irracjonalnej winy, za wszystkie złe decyzje, jakie w swoim życiu podjąłeś, zaczyna kiełkować myśl, że żaden z wyborów, którego dokonałeś nie był twój. Coraz bardziej gorączkowo zaczynasz myśleć o tym – jak się zabija człowieka. Czując na karku lodowaty oddech przeznaczenia, popadasz w iluzję, że odskok w nieśmiertelność to, jedyna ścieżka ucieczki z ziemskiego więzienia. Jednakże z niepokojem zaczynasz konstatować, że co innego jest o tym myśleć, a co innego dokonać tego własnymi rękami.

Jesteś na wskroś przeszyty strachem, bo z przerażeniem dostrzegasz, że z decyzją o swojej dobrowolnej śmierci zostałeś zupełnie sam. Jeszcze na chwilę ożywają w twojej głowie cuda, jakie miałeś okazję w swoim, niechcianym już życiu przeżyć. Jednakże, to przejmujące wołanie twojej śmiertelnie zranionej duszy o pomoc z głębi koszmarnej nocy, nie ma już mocy ocalenia. Na ratunek jest już za późno. Boleśnie czujesz, że ty i twoje ciało nie stanowicie już jedności. Jesteście czymś osobnym. I wtedy postanawiasz, zupełnie świadomie uciec w samotną brutalną wolność wyrzutka i samobójcy.

Tak kilka dni temu postąpił mój przyjaciel. Dobrowolnie odskoczył w nieśmiertelność zastawiając na tym okrutnym świecie rodzinę i kilku oddanych mu przyjaciół.

Ostatniej nocy, tuż przed jego odlotem, rozmawialiśmy na Skype. Gdy po raz kolejny zapytałem, dlaczego nie chce pośród nas pozostać odpowiedział mi, zdecydowanie już stojąc tyłem do świata, że gdyby tu został, musiałby zapomnieć o sobie. O wszystkim, co przeżył, czego go nauczono, czego sam się nauczył. Nie umiałem nic sensownego powiedzieć. Pomyślałem jedynie, że decyzja o dobrowolnej śmierć jest beznadziejnie rozpaczliwym wołaniem o pomoc.

W niezmiennie najpiękniejszej myśli – o tobie Krzysztofie.

Mirosław Rudzińki – Gappa.

zdjęcie pochodzi z unsplash.com